sobota, 28 września 2013

One Shot. "Mam pistolet, dwa naboje i nas dwoje"

 Witajcie c:
Ostatnio nie mam zbytnio weny, jednak słuchając piosenki "Gdyby nie to"- HuczuHucza, olśniło mnie i napisałam takie Shota.
Jest on mocno nienormalny i mogę się założyć, że się wam nie spodoba. No, ale jednak... To mój blog, będę tu dodawać co chcę ;_; Okay, wiem że sam tytuł was odstrasza, ale...
Nie bijcie mnie za to i módlcie się aby wena wróciła. Jeśli nie wróci, to może zasypię was Shotami, czy coś. Albo moja dziewczyna będzie pisała Umbrella Academy i zajmę się publikowaniem tylko tego. Nie wiem, nie ważne. 
Dziękuję za 9605 wyświetleń, 16 obserwatorów i 193 komentarze. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. 
Jeśli macie jakieś życzenia co do Shotów czy coś to piszcie. 
No i mam nadzieję, że nie zryłam wam zbytnio psychiki. 
_____________________________________

~~
"Słyszałem mordercę, to było samo zło
To nie była agresja
Agresja jest dynamiczna jak crescendo w muzyce
Zło jest nieruchome
Chwilę potem była śmierć, zła śmierć"
~~

Leżałem samotnie na łóżku, pogrążony w ciemnościach. Jedynym źródłem światła, był samotny księżyc za oknem. Wpatrywałem się w sufit. Znowu nie mogłem spać. Jednak wcale mnie to nie zaskoczyło, ponieważ od ponad miesiąca cierpiałem na bezsenność. Nie mogłem normalnie spać i po prostu wpatrywałem się w ten sufit, na którym odkryłem mnóstwo pajęczyn, czy plam, których nawet nie chciało mi się sprzątnąć.
Ale mimo  tego bólu, smutku i bezsenności, było jak dawniej. Tylko on nie mówił mi "dobranoc". I chyba właśnie dlatego nie mogłem spać. Budząc się, nie widziałem tej jego anielskiej twarzy. Delikatne rysy twarzy i niemal woskowa cera. Te kruczoczarne włosy, w które miliony razy wplatałem swoje palce. Jego delikatne ręce, niczym porcelanowej lalki, które tyle razy trzymały moje dłonie.
Na pytanie "Co czujesz?" mógłbym jedynie odpowiedzieć, że czuję pustkę. Tak, pustka to dobre określenie. Zabrano mi część serca.
Rano, jak zawsze z kubkiem gorącej kawy siedziałem w fotelu, w którym kiedyś siedział on. Gorący napój trochę mnie parzył, a kilka dużych łez spłynęło po moich policzkach, jednak nawet nie zwróciłem na to uwagi. Moje myśli znowu skupiały się na nim.
I jak tu potem wierzyć, że marzenia się spełniają? Osoba która miała być na zawsze, tak po prostu odeszła. I choć próbowałem, to nie byłem w stanie o nim zapomnieć. Zapomnieć i po prostu znaleźć kogoś innego. Tak wiele nas łączyło, że nie dało się tak nagle włączyć w mózgu przycisku "Usuń" i zacząć wszystko od nowa.  
Wychodziłem z domu naprawdę rzadko. I właśnie kiedy pewnego dnia wyszedłem z domu, popełniłem największy błąd swojego życia. Idąc, odnosiłem wrażenie, że mimo tego, że jest słoneczna pogoda, to nade mną wisi czarna, deszczowa chmura. Nauczyłem się nie zwracać uwagi na te wszystkie zakochane pary. Stałem się odporny na szczęście. Nie wierzyłem w coś takiego jak "szczęście". Jaka jest definicja szczęścia? Większość ludzi by odpowiedziała, że szczęście to czucie bezgranicznej radości, czy zadowolenie z życia. Dla mnie szczęściem byłaby śmierć. Pierwszy raz mi to przyszło do głowy, ale wtedy po prostu miałbym spokój. Skończyłaby się moja ziemska wędrówka.
Patrząc na wszystkie te szczęśliwe osoby, nagle dostrzegłem jego. Tak. To na pewno był on. Wszędzie poznam te delikatne rysy twarzy i te kruczoczarne włosy. Moje serce momentalnie przyspieszyło, a oddech stał się głębszy.
-Frank...-szepnąłem sam do siebie
W jednej sekundzie zapragnąłem do niego podejść, powiedzieć jak bardzo go kocham i błagać by do mnie wrócił. Ale wtedy... Obok niego pojawiła się czarnowłosa piękność i pocałowała Franka.
Moje serce zaczęło szwankować. Raz biło szybko, chwilę potem momentalnie zwalniało. Nie umiałem oderwać wzroku od tego szczęśliwego obrazka.
Śmierć.
Śmierć.
Śmierć
Tylko tego pragnąłem. Ale nie pomyślałem o swojej śmierci. Lepiej by było gdyby to on zniknął. Gdybym wreszcie uwolnił się od wspomnień. Nie byłoby jego, nie byłoby niczego.
Musieliśmy umrzeć. Nie mogliśmy żyć.
Zapragnąłem podejść do niego i powiedzieć mu wszystko co czuję i myślę. Opowiedzieć mu o tym bólu i wszystkich tych cięciach, które przez niego zrobiłem. Patrzyłem na niego i jego nową ukochaną i wyobrażałem sobie, co by się stało gdybym przeciął mu aortę. Wolałem, żeby nie istniał, niż żył obok mnie z kimś innym.
Tak wiem, to było bezsensowne. Pierwsze mówiłem, jak bardzo za nim tęsknię, a teraz po prostu myślę o tym jak go zabić. Jak można zabić kogoś kogo kochało się najbardziej na świecie? Pogubiłem się w tym wszystkim i mimo moich wszelkich starań, nie byłem w stanie się ogarnąć. Uważałem, że lepiej by było gdybyśmy byli martwi.
Jeszcze raz rzuciłem okiem w kierunku Franka. Patrzył na mnie ze swoich przepraszającym uśmiechem. Sztucznie się uśmiechnąłem, aby nie zobaczył, jak bardzo cierpię i jak kłócę sie z własnymi myślami. Żeby nie wiedział, że właśnie stoję na granicy życia i śmierci.
Wiedziałem, że kiedyś to zrobię. Nie mogłem żyć, ze świadomością, że on jest szczęśliwy z kimś innym. A nasze plany na wspólną przyszłość poszły się jebać! Musiałem jakoś wytrwać, więc najlepiej by było gdyby Frank po prostu zniknął. Ale nie mogłem go tak po prostu zabić.
Poczułem kilka łez spływających po moich policzkach. Walczyłem sam ze sobą, chciałem krzyczeć na całe miasto. Nie chciałem już dłużej dusić tych wszystkich uczuć w sobie.
Zabiję nas obu, pomyślałem. Zabiorę go w ciemność. W mrok. Niech poczuje to co ja.
-Cześć Gerard...- usłyszałem jego głos. Tak, na pewno należał do niego
Spojrzałem na niego, z oczami pełnymi łez.
-Co u ciebie? -spytał, choć wiedziałem, że naprawdę gówno go to obchodzi, bo tak w zasadzie nikogo nigdy nie obchodzi co w danej chwili czujesz. NIKOGO.
Było tak chujowo, że po prostu zacząłem się śmiać.
-Wszystko dobrze- rzekłem w końcu- A na pewno lepiej niż wcześniej
Zaczął coś opowiadać, jednak jego słowa nie docierały do mnie.
-Musimy umrzeć- szepnąłem
-Co?
-Tak będzie lepiej- kontynuowałem, sam nie wiedząc, czy ja mówię do siebie, czy do niego. Jeśli bym umarł to wreszcie zniknąłby ten ból, ten mrok, te łzy, ta samotność, te blizny, ten strach o kolejny dzień. Straciłem wszystko na czym mi najbardziej zależało. Nie miałem nikogo innego. Cały mój świat był pogrążony w mroku i chciałem się stamtąd wydostać. Jedyne słowa jakie teraz przychodziły mi do głowy to "Kurwa mać". -Pogubiłem się, wiesz?- zwróciłem się do niego- A tak po za tym, to... Nie jest dobrze. I nigdy nie będzie dobrze. Chyba że umrzemy. Tak... Śmierć...- spojrzałem na niego- Śmierć...- powtórzyłem, odwróciłem się na pięcie i poszedłem w swoją stronę.

Będąc w domu, patrzyłem na te wszystkie niebezpieczne przedmioty, które posiadałem. Wtedy zwróciłem uwagę na pistolet i dwa naboje. Idealnie.
Schowałem go w kieszeni bluzy i wyszedłem z domu. Automatycznie ruszyłem w kierunku domu Franka. Nie zwracałem najmniejszej uwagi na wszystkich przechodniów których mijałem. Jedyne co się liczyło to śmierć. Nasza śmierć.
W mgnieniu oka dotarłem pod dom Franka. Chwilę się wahałem, ale w końcu zadzwoniłem na dzwonek. Wiedziałem, że takie zakończenie będzie najlepsze. Po kilku sekundach drzwi otworzyły się i dostrzegłem uśmiechniętego Franka.
-Gerard? -zdziwił się- Wchodź... - wpuścił mnie do środka- Napijesz się czegoś?
-Nie...- zaprzeczyłem i wsadziłem ręce do kieszeni- Ja tylko na chwilę...-spojrzałem na niego
Kąciki jego ust delikatnie unosiły się ku górze, ale wiedziałem, że jest odrobinę przerażony.
Odwróciłem się do niego plecami i chwyciłem pistolet, choć nadal go nie wyciągałem.
-Gerard, o co chodzi? -spytał
-Kocham cię...-szepnąłem, odwróciłem się i wymierzyłem pistoletem w jego stronę. Odczekałem kilka sekund, aby zobaczyć przerażenie na jego twarzy, a potem pociągnąłem za spust. Kula trafiła w serce.- Kochałem cię
Widziałem jak umiera na moich oczach. Ale właśnie taki cel chciałem osiągnąć. Został mi jeszcze jeden nabój. Akurat dla mnie. Wtedy będziemy razem już na zawsze. W raju.
Spojrzałem na ciało Franka. To było jedyne wyjście. Usiadłem przy nim, nawet nie zauważając jak maczam palce w jego krwi.
-Teraz już zawsze będziemy razem, dobrze? -wyszeptałem do martwego Franka -Tak będzie lepiej... Musimy umrzeć...
Przystawiłem sobie pistolet do skroni. Wreszcie pozbędę się tego mroku, tych łez i po prostu będę z nim. Przymknąłem oczy. I pociągnąłem za spust. 

~~
"To była zła śmierć
Śmierć może być dobra
Co wynika z życia
To była zła śmierć
Opowiedz sobie wszystko dokładnie
Wtedy zrozumiesz to co się naprawdę stało"
~~

4 komentarze:

  1. (Jebłam Ci taki długi komentarz i mi się wszystko usunęło ;____;)
    Cóż, gdybyś nie miała dziewczyny, napisałabym, że Cię kocham za tego shota, ale cóż .-. Więc, to było naprawdę ładne. Co prawda krótkie, ale na serio mi się podobało. Bardzo mnie.. natchnęło. A co do Twojej weny... jeśli masz jakieś shoty w zapasie, to jak najbardziej dodawaj, bo je uwielbiam ;3
    Dodam jeszcze, że lubię Twój styl pisania. Jest bardzo prosty i przejrzysty, nie potrzebujesz jakichś wyszukanych frazeologizmów, żeby nadać wszystkiemu ładny szyk.
    Dziękuję Ci za tego shota, mój Wen go polubił i postanowił wrócić :P
    Tobie również życzę weny i wolnego czasu :)
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi się podobało... Szkoda tyko, że tak krótko

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh, genialne. Tyle. Przepiękny shot. Aż brak mi słów. ♥
    Skąd te cytaty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z piosenki HuczuHucz-Gdyby nie to :)
      I dziękuję za miłe słowa <3 :)

      Usuń