Witajcie c:
Ostatnio nie mam zbytnio weny, jednak słuchając piosenki "Gdyby nie to"- HuczuHucza, olśniło mnie i napisałam takie Shota.
Jest on mocno nienormalny i mogę się założyć, że się wam nie spodoba. No, ale jednak... To mój blog, będę tu dodawać co chcę ;_; Okay, wiem że sam tytuł was odstrasza, ale...
Nie bijcie mnie za to i módlcie się aby wena wróciła. Jeśli nie wróci, to może zasypię was Shotami, czy coś. Albo moja dziewczyna będzie pisała Umbrella Academy i zajmę się publikowaniem tylko tego. Nie wiem, nie ważne.
Dziękuję za 9605 wyświetleń, 16 obserwatorów i 193 komentarze. To naprawdę wiele dla mnie znaczy.
Jeśli macie jakieś życzenia co do Shotów czy coś to piszcie.
No i mam nadzieję, że nie zryłam wam zbytnio psychiki.
_____________________________________
~~
"Słyszałem mordercę, to było samo zło
To nie była agresja
Agresja jest dynamiczna jak crescendo w muzyce
Zło jest nieruchome
Chwilę potem była śmierć, zła śmierć"
To nie była agresja
Agresja jest dynamiczna jak crescendo w muzyce
Zło jest nieruchome
Chwilę potem była śmierć, zła śmierć"
~~
Leżałem samotnie na łóżku, pogrążony w ciemnościach. Jedynym
źródłem światła, był samotny księżyc za oknem. Wpatrywałem się w sufit. Znowu
nie mogłem spać. Jednak wcale mnie to nie zaskoczyło, ponieważ od ponad
miesiąca cierpiałem na bezsenność. Nie mogłem normalnie spać i po prostu
wpatrywałem się w ten sufit, na którym odkryłem mnóstwo pajęczyn, czy plam,
których nawet nie chciało mi się sprzątnąć.
Ale mimo tego bólu,
smutku i bezsenności, było jak dawniej. Tylko on nie mówił mi
"dobranoc". I chyba właśnie dlatego nie mogłem spać. Budząc się, nie
widziałem tej jego anielskiej twarzy. Delikatne rysy twarzy i niemal woskowa
cera. Te kruczoczarne włosy, w które miliony razy wplatałem swoje palce. Jego
delikatne ręce, niczym porcelanowej lalki, które tyle razy trzymały moje
dłonie.
Na pytanie "Co czujesz?" mógłbym jedynie odpowiedzieć,
że czuję pustkę. Tak, pustka to dobre określenie. Zabrano mi część serca.
Rano, jak zawsze z kubkiem gorącej kawy siedziałem w fotelu,
w którym kiedyś siedział on. Gorący napój trochę mnie parzył, a kilka dużych
łez spłynęło po moich policzkach, jednak nawet nie zwróciłem na to uwagi. Moje
myśli znowu skupiały się na nim.
I jak tu potem wierzyć, że marzenia się spełniają? Osoba
która miała być na zawsze, tak po prostu odeszła. I choć próbowałem, to nie
byłem w stanie o nim zapomnieć. Zapomnieć i po prostu znaleźć kogoś innego. Tak
wiele nas łączyło, że nie dało się tak nagle włączyć w mózgu przycisku
"Usuń" i zacząć wszystko od nowa.
Wychodziłem z domu naprawdę rzadko. I właśnie kiedy pewnego
dnia wyszedłem z domu, popełniłem największy błąd swojego życia. Idąc,
odnosiłem wrażenie, że mimo tego, że jest słoneczna pogoda, to nade mną wisi
czarna, deszczowa chmura. Nauczyłem się nie zwracać uwagi na te wszystkie zakochane
pary. Stałem się odporny na szczęście. Nie wierzyłem w coś takiego jak
"szczęście". Jaka jest definicja szczęścia? Większość ludzi by
odpowiedziała, że szczęście to czucie bezgranicznej radości, czy zadowolenie z
życia. Dla mnie szczęściem byłaby śmierć. Pierwszy raz mi to przyszło do głowy,
ale wtedy po prostu miałbym spokój. Skończyłaby się moja ziemska wędrówka.
Patrząc na wszystkie te szczęśliwe osoby, nagle dostrzegłem
jego. Tak. To na pewno był on. Wszędzie poznam te delikatne rysy twarzy i te
kruczoczarne włosy. Moje serce momentalnie przyspieszyło, a oddech stał się
głębszy.
-Frank...-szepnąłem sam do siebie
W jednej sekundzie zapragnąłem do niego podejść, powiedzieć
jak bardzo go kocham i błagać by do mnie wrócił. Ale wtedy... Obok niego
pojawiła się czarnowłosa piękność i pocałowała Franka.
Moje serce zaczęło szwankować. Raz biło szybko, chwilę potem
momentalnie zwalniało. Nie umiałem oderwać wzroku od tego szczęśliwego obrazka.
Śmierć.
Śmierć.
Śmierć
Tylko tego pragnąłem. Ale nie pomyślałem o swojej śmierci.
Lepiej by było gdyby to on zniknął. Gdybym wreszcie uwolnił się od wspomnień.
Nie byłoby jego, nie byłoby niczego.
Musieliśmy umrzeć. Nie mogliśmy żyć.
Zapragnąłem podejść do niego i powiedzieć mu wszystko co
czuję i myślę. Opowiedzieć mu o tym bólu i wszystkich tych cięciach, które
przez niego zrobiłem. Patrzyłem na niego i jego nową ukochaną i wyobrażałem
sobie, co by się stało gdybym przeciął mu aortę. Wolałem, żeby nie istniał, niż
żył obok mnie z kimś innym.
Tak wiem, to było bezsensowne. Pierwsze mówiłem, jak bardzo
za nim tęsknię, a teraz po prostu myślę o tym jak go zabić. Jak można zabić
kogoś kogo kochało się najbardziej na świecie? Pogubiłem się w tym wszystkim i
mimo moich wszelkich starań, nie byłem w stanie się ogarnąć. Uważałem, że
lepiej by było gdybyśmy byli martwi.
Jeszcze raz rzuciłem okiem w kierunku Franka. Patrzył na
mnie ze swoich przepraszającym uśmiechem. Sztucznie się uśmiechnąłem, aby nie
zobaczył, jak bardzo cierpię i jak kłócę sie z własnymi myślami. Żeby nie
wiedział, że właśnie stoję na granicy życia i śmierci.
Wiedziałem, że kiedyś to zrobię. Nie mogłem żyć, ze
świadomością, że on jest szczęśliwy z kimś innym. A nasze plany na wspólną
przyszłość poszły się jebać! Musiałem jakoś wytrwać, więc najlepiej by było
gdyby Frank po prostu zniknął. Ale nie mogłem go tak po prostu zabić.
Poczułem kilka łez spływających po moich policzkach.
Walczyłem sam ze sobą, chciałem krzyczeć na całe miasto. Nie chciałem już
dłużej dusić tych wszystkich uczuć w sobie.
Zabiję nas obu, pomyślałem. Zabiorę go w ciemność. W mrok.
Niech poczuje to co ja.
-Cześć Gerard...- usłyszałem jego głos. Tak, na pewno
należał do niego
Spojrzałem na niego, z oczami pełnymi łez.
-Co u ciebie? -spytał, choć wiedziałem, że naprawdę gówno go
to obchodzi, bo tak w zasadzie nikogo nigdy nie obchodzi co w danej chwili
czujesz. NIKOGO.
Było tak chujowo, że po prostu zacząłem się śmiać.
-Wszystko dobrze- rzekłem w końcu- A na pewno lepiej niż
wcześniej
Zaczął coś opowiadać, jednak jego słowa nie docierały do
mnie.
-Musimy umrzeć- szepnąłem
-Co?
-Tak będzie lepiej- kontynuowałem, sam nie wiedząc, czy ja
mówię do siebie, czy do niego. Jeśli bym umarł to wreszcie zniknąłby ten ból,
ten mrok, te łzy, ta samotność, te blizny, ten strach o kolejny dzień.
Straciłem wszystko na czym mi najbardziej zależało. Nie miałem nikogo innego.
Cały mój świat był pogrążony w mroku i chciałem się stamtąd wydostać. Jedyne
słowa jakie teraz przychodziły mi do głowy to "Kurwa mać". -Pogubiłem
się, wiesz?- zwróciłem się do niego- A tak po za tym, to... Nie jest dobrze. I
nigdy nie będzie dobrze. Chyba że umrzemy. Tak... Śmierć...- spojrzałem na
niego- Śmierć...- powtórzyłem, odwróciłem się na pięcie i poszedłem w swoją
stronę.
Będąc w domu, patrzyłem na te wszystkie niebezpieczne
przedmioty, które posiadałem. Wtedy zwróciłem uwagę na pistolet i dwa naboje.
Idealnie.
Schowałem go w kieszeni bluzy i wyszedłem z domu.
Automatycznie ruszyłem w kierunku domu Franka. Nie zwracałem najmniejszej uwagi
na wszystkich przechodniów których mijałem. Jedyne co się liczyło to śmierć.
Nasza śmierć.
W mgnieniu oka dotarłem pod dom Franka. Chwilę się wahałem,
ale w końcu zadzwoniłem na dzwonek. Wiedziałem, że takie zakończenie będzie
najlepsze. Po kilku sekundach drzwi otworzyły się i dostrzegłem uśmiechniętego
Franka.
-Gerard? -zdziwił się- Wchodź... - wpuścił mnie do środka-
Napijesz się czegoś?
-Nie...- zaprzeczyłem i wsadziłem ręce do kieszeni- Ja tylko
na chwilę...-spojrzałem na niego
Kąciki jego ust delikatnie unosiły się ku górze, ale
wiedziałem, że jest odrobinę przerażony.
Odwróciłem się do niego plecami i chwyciłem pistolet, choć
nadal go nie wyciągałem.
-Gerard, o co chodzi? -spytał
-Kocham cię...-szepnąłem, odwróciłem się i wymierzyłem
pistoletem w jego stronę. Odczekałem kilka sekund, aby zobaczyć przerażenie na
jego twarzy, a potem pociągnąłem za spust. Kula trafiła w serce.- Kochałem cię
Widziałem jak umiera na moich oczach. Ale właśnie taki cel
chciałem osiągnąć. Został mi jeszcze jeden nabój. Akurat dla mnie. Wtedy
będziemy razem już na zawsze. W raju.
Spojrzałem na ciało Franka. To było jedyne wyjście. Usiadłem
przy nim, nawet nie zauważając jak maczam palce w jego krwi.
-Teraz już zawsze będziemy razem, dobrze? -wyszeptałem do
martwego Franka -Tak będzie lepiej... Musimy umrzeć...
Przystawiłem sobie pistolet do skroni. Wreszcie pozbędę się
tego mroku, tych łez i po prostu będę z nim. Przymknąłem oczy. I pociągnąłem za
spust.
~~
"To była zła śmierć
Śmierć może być dobra
Co wynika z życia
To była zła śmierć
Opowiedz sobie wszystko dokładnie
Wtedy zrozumiesz to co się naprawdę stało"
Śmierć może być dobra
Co wynika z życia
To była zła śmierć
Opowiedz sobie wszystko dokładnie
Wtedy zrozumiesz to co się naprawdę stało"
~~
(Jebłam Ci taki długi komentarz i mi się wszystko usunęło ;____;)
OdpowiedzUsuńCóż, gdybyś nie miała dziewczyny, napisałabym, że Cię kocham za tego shota, ale cóż .-. Więc, to było naprawdę ładne. Co prawda krótkie, ale na serio mi się podobało. Bardzo mnie.. natchnęło. A co do Twojej weny... jeśli masz jakieś shoty w zapasie, to jak najbardziej dodawaj, bo je uwielbiam ;3
Dodam jeszcze, że lubię Twój styl pisania. Jest bardzo prosty i przejrzysty, nie potrzebujesz jakichś wyszukanych frazeologizmów, żeby nadać wszystkiemu ładny szyk.
Dziękuję Ci za tego shota, mój Wen go polubił i postanowił wrócić :P
Tobie również życzę weny i wolnego czasu :)
xoxo
Bardzo mi się podobało... Szkoda tyko, że tak krótko
OdpowiedzUsuńOh, genialne. Tyle. Przepiękny shot. Aż brak mi słów. ♥
OdpowiedzUsuńSkąd te cytaty?
Z piosenki HuczuHucz-Gdyby nie to :)
UsuńI dziękuję za miłe słowa <3 :)