środa, 15 maja 2013

XXX. "And if they ever let you down I’ll be the one who drives You home tonight"



 Rozdział krótki, ale to wszystko wina braku weny ;___;
Huehue, ale za to jest romantycznie :3
Coś mi mówi, że zbliżamy się do końca tej opowiastki... :c
Dziękuje za: 3444 wyświetlenia, 82 komentarze i 12 obserwatorów *.* To naprawdę wiele dla mnie znaczy ;D
______________________________________________   

Gerard

Kiedy rano się obudziłem, Frank już krzątał się po pokoju zbierając swoje rzeczy. Nie chciało mi się wstawać, szczególnie, że po wczorajszej bójce, jeszcze pół twarzy mnie bolało. No ale, co jak co, należało mu się. W końcu po kilku minutach bezczynnego leżenia wstałem i powlokłem się do kuchni, gdzie oczekiwałem Franka. Czarnowłosy siedział przy stoliku z gorącą kawą i przeglądał jakąś gazetę. Przysiadłem obok niego, a on spojrzał na mnie z uśmieszkiem.
-Wyglądasz lepiej niż wczoraj-stwierdził
-Zapewne-odparłem
-Gerard... Muszę z tobą pogadać... Pójdziemy potem na jakiś spacer czy coś?
-Jasne-uśmiechnąłem się i zabrałem jego kubek z kawą -A dałbyś mi jakąś swoją koszulkę? Przecież nie będę cały czas chodził w tej
-Oczywiście-zaśmiał się
W końcu po zjedzeniu śniadania, poszliśmy się gdzieś przejść. W nocy spadło trochę śniegu i uliczki były przykryte kilkucentymetrową warstwą puchu. W tym roku śnieg spadł dosyć wcześnie, bo była dopiero połowa listopada. Kiedy chodziliśmy po parku, śnieg pod naszymi nogami cicho skrzypiał. Jedynym minusem była temperatura. Było cholernie zimno. Spojrzałem na Franka. Jak zwykle, nie miał żadnej czapki, czy szalika, a do tego miał ubraną skórzaną kurtkę.
-Frankie, nigdy się nie nauczysz-westchnąłem i ściągnąłem swój szalik
Założyłem mu go i zacząłem poprawiać. Kiedy skończyłem, stałem cały czas bardzo blisko niego. Popatrzyłem mu w oczy. Trudno było z nich cokolwiek wyczytać, ale tęskniłem za jego spojrzeniem. Za tymi tęczówkami, koloru zielonkawo-brązowego. Powoli przybliżyłem swoje usta do jego. Zakładałem, że mnie odepchnie czy coś, jednak on tylko stanął na palcach zmniejszając dystans między naszymi ustami.
Jednak przerwał nam dźwięk jego telefonu.
-Przepraszam...-odsunął się i odebrał
Zacząłem wpatrywać się w swoje poniszczone buty, czekając, aż skończy rozmawiać. W końcu podszedł do mnie i uśmiechnął się.
-Przepraszam-powtórzył
-Nic się nie stało-odparłem-O czym chciałeś ze mną porozmawiać?
Przez chwilę nie odpowiadał, tylko rozglądał się, tak jakby chciał wyczytać odpowiedź z płatków śniegu.  
-Bo wiesz... Ja chyba coś zrozumiałem... Zauważyłem jak się tak cały czas starałeś i... I ja chcę dać ci drugą szansę-powiedział w końcu
-Naprawdę?-ucieszyłem się
-Tak. Myślę, że zasłużyłeś na nią... A ja za bardzo cię kocham, żeby do ciebie nie wrócić
-O Boże, Frankie-uśmiechnąłem się i mocno go przytuliłem-Jesteś całym moim światem
-Wracajmy do domu... Zimno mi
Objąłem go ramieniem i ruszyliśmy w drogę do domu. Czy mogło zdarzyć się coś wspanialszego? Mało brakowało, a zacząłbym tam skakać z radości. Tym razem już go na pewno nie zranię. Zawiodłem go ja, a potem Oliver, ale teraz już wszystko się ułoży.
-To może od razu weźmiesz swoje rzeczy? -zaproponował-W końcu będziesz mieszkać u mnie na stałe-uśmiechnął się
Kiedy tylko wróciliśmy do domu, poszliśmy zrobić gorącą herbatę i usiedliśmy na kanapie. Mocno przytuliliśmy się do siebie, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Tak jak za dawnych lat. 
-Jest późno, chodźmy spać-powiedział Frank 
-Mogę spać z tobą?-spytałem 
-Hm... Niech no się zastanowię... Jeśli pocałujesz mnie, tak jak kiedyś, to przemyślę tę propozycje-uśmiechnął się
Podszedłem do niego, ująłem jego twarz w dłonie i złożyłem najczulszy pocałunek, na jaki było mnie stać. Frankie oczywiście odwzajemnił pocałunek i staliśmy tak złączeni chyba dobre 5 minut. Ale czas się wtedy nie liczył. Liczył się tylko Frank. 
-Za ten pocałunek, pozwalam ci ze mną spać-na jego twarzy zawitał słodki uśmieszek


niedziela, 12 maja 2013

XXVIV. "But you'll never fight alone"



 Chciałam pooglądać film, ale ponieważ nie znalazłam strony gdzie mogłabym go oglądnąć, to postanowiłam napisać rozdział ;___; 
Macie i cieszcie się ;___; xd
Ten tego... Dedyk dla: Oli <3 , ~Till (nareszcie wróciłaś! Tęskniłam za tobą ;__; xd), Rainbow Exorcist, Kathi, Wiernej Fanki :3, Fun Puppy i BloodyAnisa (czyli tak właściwie dla wszystkich .___. xd)
Mam nadzieje, że rozdział się spodoba :3 
A i dziękuje za 3232 wwyświetlenia *.*
__________________________________________   

Frank

Jego usta składały delikatne pocałunki na mojej szyi. Jego dłoń zaczęła błądzić po moim torsie. Z moich ust wydobywały się cichutkie pomrukiwania.
-Gerard!-krzyknąłem wracając do trzeźwego myślenia
-Przepraszam...-odparł i odsunął się ode mnie
-Mam namieszane w głowie, a twoje zachowanie wcale mi nie pomaga. Jeśli pozwolisz, to chciałbym pójść spać
-Dobranoc-uśmiechnął się

Rano obudził mnie SMS od Oliego.
"Hej Frankie :* Przepraszam, że tak wcześnie, ale muszę Ci to powiedzieć. Ostatnio znalazłem sobie inny zespół i dzisiaj gramy koncert. Jeśli będziesz się dobrze czuł to przyjdź :) Jakby co, jest w tym klubie niedaleko twojego domu, o 20. Ewentualnie możesz przyjść z Gerardem...
Trzymaj się :**
Oliver"
Odłożyłem telefon i spojrzałem na miejsce obok. Na drugim końcu łóżka spał sobie Gerard. Nie chciałem go budzić, bo wyglądał naprawdę słodko, więc po cichu przeszedłem cały pokój, zabierając czyste ubrania i poszedłem do łazienki.Gorący prysznic sprawił, że od razu poczułem się lepiej. Myślami wracałem do wczorajszej nocy. Gdybym w porę nie zareagował to na pewno doszłoby do czegoś więcej. Sam nie wiem, czy to dobrze czy źle. Miałem tak namieszane w głowie, że już nic nie wiedziałem. 
Kiedy wróciłem do sypialni Gerard nadal spał. Przykryłem go porządnie kołdrą, a sam udałem się do kuchni.

* * *
Wieczorem czułem się wyjątkowo dobrze, więc postanowiłem wspomnieć Gerardowi o koncercie. Jego reakcja była oczywista.
-Nigdzie nie idę! I ty również!
-Ale Gerard...! Nie możesz mi rozkazywać
-Frankie... Nigdzie nie pójdziesz-powiedział stanowczo
-Chociaż na chwilę-zrobiłem słodkie oczka
W końcu zgodził się, ale powiedział, że będziemy tam maksymalnie na 20 minut.
Weszliśmy na salę gdzie odbywał się koncert. Zespół był w trakcie wykonywania jakiejś piosenki. Rozejrzałem się i dostrzegłem naprawdę sporą liczbę ludzi. Spojrzałem na Gerarda. Z jego twarzy wyczytałem tylko tyle, że się nudzi. Poprosiłem byśmy zostali na cały koncert, a on w końcu zgodził się.
Występ trwał niecałą godzinę. Kiedy ludzie zaczęli się rozchodzić, pociągnąłem Gerarda za rękę, w stronę sceny, aby przywitać się z Olim.
Kiedy reszta ludzi się rozeszła, zobaczyłem Olivera całującego się z jakąś dziewczyną.
-Oliver...-zacząłem
Chłopak natychmiast oderwał się od dziewczyny.
-Frank... Jesteś jednak-uśmiechnął się
-Kto to jest?-spytałem ze łzami w oczach
-To...-spojrzał na dziewczynę-Alex... Moja fanka
Odwróciłem się i chciałem wyjść, ale Oli chwycił mnie za rękę.
-Zostaw go-usłyszałem Gerarda
-Nie wtrącaj się-odpowiedział
-Obiecałeś, że nigdy mnie nie zranisz-odezwałem się wycierając łzy-Chodź Gerard
Czarnowłosy nie zrobił ani kroku, tylko piorunował wzrokiem Olivera. Zaczęli się kłócić, na co na początku nie zwróciłem uwagi. Za bardzo byłem pogrążony w swoich myślach.
-Chłopaki!-usłyszałem krzyk tej całej Alex
Spojrzałem w ich stronę i zobaczyłem jak Gerard i Oli się szarpią. Zauważyłem, że Oliverowi krew leci z nosa, a mojemu czarnowłosemu z wargi.
-Co wy robicie?!-krzyknąłem i stanąłem pomiędzy nimi
-Należało mu się-stwierdził Gee
Spiorunowałem go wzrokiem. Miał włosy odstające z każdej strony, rozwaloną wargę i lekkie zadrapanie na policzku. Nie zwracając uwagi na Olivera, pociągnąłem czarnowłosego za rękę i poszliśmy w stronę wyjścia.
-Jak ty wyglądasz...-westchnąłem rzucając mu pełne smutku spojrzenie
-Oj tam... To tylko wygląd-uśmiechnął się, ale zaraz na jego twarzy pojawił się grymas bólu-Walczyłem w ważnej sprawie
Zaraz po powrocie do domu, zająłem się naprawianiem jego twarzy. Czułem się wyjątkowo dziwnie. Z jednej strony byłem załamany, bo Oliver mnie zranił, a z drugiej byłem szczęśliwy, bo Gerard o mnie walczył. I to dosłownie. 
-Nie musiałeś tego robić-stwierdziłem przykładając lód do jego rany
-Ale należało mu się. Powinienem go na miejscu zabić
Na chwilę zapadła cisza.
-Siebie też powinienem-dodał szeptem
Udałem, że tego nie słyszę i delikatnie cmoknąłem jego czoło. 
-Chodźmy spać-zaproponowałem-To był ciężki dzień
Pozwoliłem mu spać ze mną, ale tym razem miał zachować dystans. Po dzisiejszej sytuacji nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Całe to uczucie jakim darzyłem Olivera, w przeciągu paru chwil zniknęło. Ale czy mogę tak po prostu wrócić do Gerarda? Niby się stara i walczy o mnie, ale jednak cały czas w moim sercu pozostaje ta drobna rana. Ta obawa, że w naszym życiu znowu pojawi się ta trzecia osoba, która wszystko spieprzy. 
Około 23 dostałem SMS'a, od Olivera.
"Frank, kochanie przepraszam Cię :( Trochę wypiłem, nie wiedziałem co robię. Ta dziewczyna nic dla mnie nie znaczy. To ty jesteś całym moim światem. Proszę, daj mi szansę :(
Oliver"
Przeczytałem wiadomość z 2 razy i skasowałem ją. Nie chciałem go po tym wszystkim widzieć. Po chwili przyszedł kolejny SMS.
"Słyszałem o bójce Gerarda z Oliverem... Wiesz co Frank, nie chcę za Ciebie decydować, czy coś... Ale może dałbyś szansę Gerardowi? Widzisz jak on się stara i w ogóle. Jeżeli znowu Cię zrani, to zabiję go własnymi rękami. Ale przemyśl to ;)
Dobranoc :*
Mikey" 
Dawno tyle SMS'ów w jeden dzień nie dostałem. Ale wracając do wiadomości od Mikey'go... Może on miał rację? Może Gee faktycznie zasługiwał na drugą szansę? Spojrzałem w jego stronę. Czarnowłosy już spał i z jego ust wydobywało się cichutkie pochrapywanie. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Pogadam z nim rano.

czwartek, 9 maja 2013

XXVIII. "Honey if you stay, I'll be forgiven"



Hej! Dzisiaj krótko i beznadziejnie :D
Z moim mózgiem jest coś nie ten tego i dlatego rozdział może nie mieć sensu :D
Z góry przepraszam :D
Z dedykacją dla... Wszystkich :P
_________________________________ 

Gerard

Będąc w pracy cały czas myślałem o Franku. Mój mały skarb się przeze mnie rozchorował. Wydaję mi się, że z każdą chwilą ten dystans między nami się zmniejsza. A przynajmniej staram się,  aby się zmniejszył. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się dotrzeć do jego serca. Po pracy szybko poszedłem do Franka. Zadzwoniłem na dzwonek , a po chwili drzwi się otworzyły. To co w nich zobaczyłem, nie było widokiem moich marzeń.
-Co ty tu robisz?-usłyszałem pytanie Olivera
-Co ja tu robię?-oburzyłem się-Raczej co ty tu robisz?
-Przyszedłem się zająć Frankim-odpowiedział
-Sam sobie świetnie radziłem. Nikt cię tu nie prosił
-Ciebie również
Staliśmy tak w milczeniu piorunując się wzrokiem. Mało brakowało i byśmy się na siebie rzucili.
-Oli, wpuść go-usłyszeliśmy zachrypnięty głos Franka
Uśmiechnąłem się zwycięsko i wślizgnąłem do środka. Oliver trzasnął drzwiami i nie zwracając na mnie uwagi poszedł do sypialni Franka. No to rozpocznie się wojna. Wojna o Frankiego.
Po chwili również ruszyłem po schodach w stronę pokoju. Wszedłem do pomieszczenia i zobaczyłem Olivera tulącego Franka. Kiedy Frank mnie dostrzegł szybko odepchnął od siebie chłopaka.
-Fajnie, że przyszedłeś-uśmiechnął się do mnie Frankie
-Obiecałem, że się tobą zajmę-powiedziałem i przysiadłem na łóżku z dala od Olivera
-Zrobiłbyś mi herbatę?-spytał
-Ja zrobię!-wtrącił się Oli
Z trudem się powstrzymałem, żeby czymś w niego nie rzucić. Frank najwyraźniej zauważył moje zdenerwowanie i wplótł swoje palce w moje.
-Proszę, nie kłóćcie się-odezwał się
-Ale on mi cię odbiera-westchnąłem
Po chwili do pokoju wszedł Oli z kubkiem herbaty.
-Masz skarbie-powiedział i podał czarnowłosemu kubek
To co czułem najkrócej można opisać tak: rozsadzało mnie od środka. Miałem go dość. Po prostu dość. Wszystko było by w porządku gdyby nie on i jego pieprzona morda. Ale nadal będę walczył o względy Franka. Jest dla mnie ważniejszy od wszystkiego innego.
Oliver siedział u Franka do wieczora i miałem szczere nadzieje, że nie zostanie na noc. W końcu koło 22 dzięki Bogu poszedł sobie.
-Jestem zmęczony-odezwał się Frank
Spojrzałem na niego pytająco, a on tak jakby zrozumiał moje intencje i pozwolił położyć się obok.
-Za co go tak lubisz?-spytałem
-Czemu pytasz?
-Chce wiedzieć co on ma w sobie takiego, czego nie mam ja
-Hm...-zastanowił się-Jest opiekuńczy, zabawny, po prostu cudowny...
-Podoba ci się, prawda?
-Nie wiem. Ja już nie wiem co czuję-odwrócił się na drugi bok
Westchnąłem i delikatnie objąłem jego drobne ciałko, przyciągając bliżej siebie. 
-Gerard...-zaczął
-Przepraszam-odparłem i odsunąłem się
-Nie... Chciałem... Chciałem, żebyś przytulił mnie jeszcze mocniej
Zdziwiłem się, ale wykonałem jego polecenie. Jego kochane, delikatne ciało przylegało idealnie do mojego. Jego czarne włosy łaskotały moją twarz. Delikatnie pochyliłem się i zacząłem składać pocałunki na jego szyi, na co Frank odpowiedział cichym mruknięciem. 
_____________________________
Muahahahahhahaha, jestem wredna i urywam w takim momencie :3
Zastanawiajcie się co się stało później :P

poniedziałek, 6 maja 2013

XXVII. "These are the words but the words aren’t coming out They burn ‘cause they are hard to say"



 Hejoo!!!!! Udało mi się szybciej dodać rozdział :D
Jejku, tyle osób mnie kocha *.* Wszystkie możecie być moimi żonami, poczuję się zaszczycona :3
Tak w ogóle to chyba się zakochałam... Tak wiem, to szczegóły mego życia prywatnego, ale chciałam na wejściu powiedzieć, że rozdziały mogą być przez to wyjątkowo romantyczne xd Albo głupie .___.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba :3 Z dedykiem dla moich żon, czyli: Kathi, BloodyAnisa ~Crazy Unicorn i dla mojej najukochańszej Olki <3 (P.S. Olka, mówię ci, jeszcze spotkasz Raya ;3 Będziemy chodzić na te całe spotkania, bo Mikey też tam chodzi. Chyba... I Frank pewnie też xd)

___________________________________________
Frank

Rano obudził mnie cichy stukot o okno. Od wczoraj nie przestało padać. Usiadłem na łóżku i spojrzałem na zegar. Wskazówki pokazywały godzinę 9. Przed oczami cały czas miałem wczorajszą sytuację. Gerard śpiewający romantyczną balladę pod moim oknem... Ale było za późno by to naprawić. Oczywiście, chciałbym do niego wrócić, ale po pierwsze, zwykła piosenka nie wystarczy do naprawienia wszystkich błędów, a po drugie, chciałem dać szansę Oliverowi.
Wstałem z łóżka i udałem się do łazienki. Mimo tego, że w całym domu panowała temperatura ponad 20 stopni, to na moim ciele pojawiła się gęsia skórka.
Po kąpieli cholernie rozbolała mnie głowa i poczułem się strasznie osłabiony. No świetnie, przez tego debila musiałem kwitnąć na deszczu i teraz będę chory. Kij ci w oko Gerard.
Usłyszałem dzwonek do drzwi. Leniwie opatuliłem się kocem, zabrałem paczkę chusteczek i powolnym krokiem ruszyłem do drzwi. Otworzyłem je i zobaczyłem Gerarda.
-Co ty tu robisz?-spytałem zdziwiony
-O matko! Frank, źle się czujesz?-nie zwrócił uwagi na moje pytanie
-Może wejdziesz?-zaproponowałem widząc, że na polu ciągle pada
Szybko przekroczył próg, ściągnął buty i kurtkę, a potem spojrzał na mnie.
-Połóż się do łóżka-powiedział-Ja przyniosę termometr i przygotuję ci jakąś herbatę z cytryną
Przez chwilę stałem zaskoczony w przedpokoju, patrząc jak mój były krząta się po kuchni przygotowując herbatę. W końcu zmarznięty ruszyłem do sypialni i wygodnie ułożyłem się na łóżku. Kilka minut później do sypialni wszedł Gerard z dwoma kubkami herbaty i termometrem. Przysiadł na łóżku i podał mi termometr. Po zmierzeniu temperatury, okazało się, że mam prawie 38 stopni. Czarnowłosy podał mi jakieś tabletki i kubek z gorącą herbatą.
-Nie musisz się mną tak zajmować-stwierdziłem
-Ale chcę-odpowiedział i delikatnie pogłaskał mnie po policzku
-Jak uważasz-westchnąłem-Jestem trochę zmęczony, więc jeśli pozwolisz to sobie pośpię
Odwróciłem się do niego plecami i przymknąłem oczy. Po chwili poczułem, że chłopak kładzie się obok.
-If you stay I would even wait all night-usłyszałem cichy śpiew czarnowłosego-Or until my heart explodes How long? Until we find our way In the dark and out of harm You can runaway with me
Anytime you want
Przypomniała mi się ta pierwsza noc kiedy mi to śpiewał. To było tak dawno temu, a  on dalej pamięta tekst... Ale ta piosenka zawsze pomagała mi zasnąć. Po kilku minutach byłem pogrążony w śnie. Kiedy się obudziłem chłopak cały czas leżał koło mnie.
-Jak się czujesz?-spytał wplatając swoje palce w moje
-Już trochę lepiej-odparłem-Zrobisz mi jeszcze herbaty?
-Nie ma sprawy-uśmiechnął się-Dziś jestem cały dla ciebie-mrugnął porozumiewawczo
Wszystko wyglądało jak za dawnych lat. Gerard opiekujący się mną i śpiewający mi do snu. Może jednak powinienem do niego wrócić? Ale co z Olim? On też wydaję mi się niesamowity i opiekuńczy. Jednak to z Gerardem tyle mnie łączy i to za nim tak bardzo tęskniłem przez cały ten czas... Cholera! Nie wiem, po prostu nie wiem co mam robić!
Czarnowłosy wszedł do pokoju z herbatą i przysiadł bliżej mnie. Spojrzał na szafkę nocną i dostrzegł nasze zdjęcie oprawione w ramkę. Uśmiechnął się, a potem spojrzał na mnie.
-Wiesz... Też sobie to zdjęcie oprawiłem w ramkę-powiedział, a ja mimowolnie odwzajemniłem uśmiech
Siedział ze mną cały czas, przynosząc mi herbatę, chusteczki i spełniając wszystkie moje głupie zachcianki (nie, nie wykorzystywałem go... Po prostu mówiłem coś w stylu "Zjadłbym mandarynki", a on bez słowa szedł do sklepu i mi je przynosił).
-Jest późno, idę spać-odparłem
-Mogę sobie gdzieś tutaj rozłożyć koc?-spytał pokazując pustą przestrzeń na podłodze-Wolę cię mieć na oku.. wiesz, jakby coś się stało...
Przez chwilę siedziałem w ciszy.
-Może... Mógłbyś...-zacząłem się jąkać-Połóż się ze mną
Spojrzał na mnie zaskoczony, ale już po chwili leżał obok mnie. Było idealnie. Mój były, którego tak bardzo mi brakowało, opiekował się mną przez cały dzień, a teraz leży obok. Co nie zmienia faktu, że aby naprawić swoje błędy i zdobyć moje zaufanie, będzie musiał się postarać. Boję się, że kiedy dam mu szansę, znowu coś się spierdoli i znów będę cierpiał. Kogo ja oszukuję... Marzyłem o tym, żeby do niego wrócić, jednak coś mnie powstrzymywało. Nie byłem w stanie wypowiedzieć słów "Gerard, skarbie, kocham cię, wrócę do ciebie". Blokowała mnie świadomość, że w głębi serca zależy mi też na Oliverze. W krótkim czasie stał się dla mnie kimś ważnym i nie chciałbym go zranić.
 Jak na razie zachowanie czarnowłosego bardzo mi się podobało. Starał się robić wszystko, abym mu wybaczył, a jednocześnie zachowywał dystans.Był blisko mnie, jednak wiedział, że pewnej granicy nie może przekraczać. Pozwalał sobie na delikatnie trzymanie mojej ręki, czy przytulanie mnie, ale na nic innego.
Rano chłopak niestety musiał iść do pracy, ale powiedział, że uwinie się jak najszybciej i mnie odwiedzi.