piątek, 19 kwietnia 2013

XXII. "So sick and tired of all the needless beating"



 Za oknem wspaniała pogoda, a ze mnie taki noł lajf >_< 
Tak czy siak... Dziękuje za te wszystkie komentarze :D
Z dedykacją dla Fun Puppy , której komentarz rozwalił system... "Kici, kici Gerard" :3
A więc czytajcie i komentujcie :3 Kocham was <3
__________________________  

Gerard

Po moim wypadku sprawy z Lindsey znowu się poukładały. Nadal miała pretensje o to, że za dużo czasu spędzam z Frankiem, ale i tak było lepiej niż wcześniej. Do czasu.
Miesiąc po wypadku znowu się zaczęło między nami psuć, tylko, że było o wiele gorzej niż wcześniej. Wytykaliśmy sobie wszystkie wady i błędy. Czasami zdarzało się, że mogliśmy ze sobą normalnie porozmawiać, ale te sytuacje przytrafiały się coraz rzadziej.Nie miałem pojęcia co zrobić, żeby to naprawić. Starałem się, ale z marnym skutkiem. Ona nie robiła nic w kierunku tego, żeby było dobrze. W końcu i ja się przestałem starać.

* * *

Przechadzałem się ciemnymi, opustoszałymi uliczkami. Przemyślałem wszystkie te sprawy i kłótnie z Lin. Albo życie wystawia nas na próbę, albo daje nam znak, że mamy się rozstać. Nie, nie mógłbym się z nią rozstać. Przecież ją kochałem... Ale teraz to uczucie tak jakby trochę przygasło. Ja nie byłem szczęśliwy, a ona pewnie też nie. Może jednak lepiej byłoby dać sobie spokój? Już raz nam nie wyszło, przez jej głupotę... Może lepiej by było gdybym do niej nie wrócił? Życie na pewno potoczyło by się inaczej. I przede wszystkim lepiej.
Jak najciszej wślizgnąłem się do domu. Była godzina 1, więc podejrzewałem, że Lindsey będzie spała.
-Możesz mi powiedzieć, gdzie byłeś?-usłyszałem-Ostatnio jakoś nic mi nie mówisz, gdzie wychodzisz, z kim wychodzisz...
-Myślałem, że to mało istotne-odparłem
Powoli ruszyłem po schodach na górę, a ona po chwili ruszyła za mną.
-Wiesz co... Przemyślałem całą tą sytuacje i lepiej będzie, jeśli się rozstaniemy-odezwałem się wchodząc do sypialni
-Co?!-zdziwiła się
-Postanowiłem odejść. Tak będzie lepiej-kontynuowałem
-Tylko tyle masz do powiedzenia?
-Lindsey... Nie kocham cię, tak jak kochałem cię wczoraj
Przez chwilę patrzyła na mnie i nie wiedziała co powiedzieć. Sam się zdziwiłem, że powiedziałem coś takiego. No ale taka była prawda. Całe to uczucie, które kiedyś między nami było, teraz po prostu wygasło. Wszystkie te chwile razem spędzone, odeszły w niepamięć. Wszystkie te piosenki pisane dla niej, straciły sens.Cała ta miłość, przestała mieć dla mnie znaczenie...
Szybko spakowałem swoje rzeczy i ruszyłem w stronę drzwi. Ta sytuacja coś wam przypomina? Cały czas w ten sam sposób ranie ludzi. Odchodzę bez słowa, bo uważam, że tak będzie lepiej. Lepiej dla mnie. Ale przez to, że więcej czasu spędzałem z Frankiem, znowu zaczął zwracać uwagę na problemy innych. Czyli jednak wcześniej się zmieniłem. Zmieniłem się przez Lindsey. Po prostu owinęła mnie sobie wokół palca, a ja głupi nie zwróciłem na to uwagi.
Mimo późnej godziny wyszedłem z domu, zostawiając zapłakaną Lindsey w środku. Pewnie za kilka dni pożałuję tej decyzji. A wtedy standardowo będzie już za późno.
Przysiadłem na jednej z ławeczek w parku. Niebo obsypane gwiazdami, jasny księżyc... Wspaniała noc, taka magiczna wręcz.
W pewnym momencie dostrzegłem grupę jakiś dresów. Wiedziałem, że będą kłopoty. Zawsze obawiałem się dresów, bo są nieprzewidywalni. Szczególnie o 2 w nocy. O dziwo, jednak spokojnie mnie ominęli. Po chwili zauważyłem, że podchodzą do jakiegoś innego chłopaka i go zaczepiają. Na początku się nie przejąłem, ale w końcu zauważyłem kim jest ten chłopak. Frankie.
Podbiegłem w stronę dresów i postanowiłem narazić swoje życie.
-Zostawcie go-rozkazałem, a Frank spojrzał na mnie zdziwiony i przerażony
-Obrońca się znalazł-zaśmiał się jeden i popchnął Franka, a po chwili poszli
Podszedłem do Franka leżącego na ziemi.
-Nic ci nie jest?-spytałem
-Chyba nic-odparł i mocno się do mnie przytulił
Pomogłem mu wstać, a potem usiąść na ławce.
-Co ty tu robisz o tej godzinie?-zdziwił się
-Zerwałem z Lindsey i wracałem do domu-odpowiedziałem-A ty?        
-Nie mogłem spać i jakoś tak nie chciałem siedzieć w domu...-westchnął-Może na razie zatrzymasz się u mnie? Przecież nie będziesz o 2 w nocy plątać się po mieście
Zgodziłem się bo do mojego domu był jeszcze spory kawałek, a byłem już zmęczony.
Objąłem go ramieniem i ruszyliśmy w stronę domu.
-Czemu zerwałeś z Lindsey?-zaciekawił się
-No wiesz... Przestaliśmy się dogadywać i uznałem, że to co było między nami już się wypaliło
Przybliżył się do mnie, delikatnie opierając głowę o moje ramię. W końcu doszliśmy do domu.
Zanim zasnąłem, myślałem jeszcze o tym co dzisiaj zrobiłem. Jeszcze kilka miesięcy temu myślałem, że Lindsey to ta jedyna, a tu nagle sprawy potoczyły się zupełnie inaczej. Ale to była dobra decyzja. Nie byłem w tym związku szczęśliwy. Byłem ograniczany. Ona pewnie też nie była najszczęśliwsza. Ciągłe kłótnie musiały ją wykańczać. Jednak nie wiem co teraz zrobię... Przez jakiś czas myślałem, co by było gdybym wrócił do Franka, ale szybko doszedłem do wniosku, że między nami już niczego nie ma i jest dla mnie po prostu przyjacielem. A po za tym nie wiem, czy po tym jak go zraniłem, chciałby do mnie wrócić...
Przewracałem się z boku na bok, nie mogąc zasnąć. Przeróżne myśli kłębiły się w mojej głowie i oko zmrużyłem dopiero koło 5.

środa, 17 kwietnia 2013

XXI. "Give me a shot to remember"



 Chciałam wam wszystkim z całego serca podziękować.
W ciągu mniej więcej miesiąca zdobyłam: 2175 wyświetleń, 48 komentarzy i 10 obserwatorów <3
Rozdział chciałam zadedykować: Oli <3 , Kathi i Rainbow Exorcist.(Wasze komentarze o gwałcie mnie rozwaliły xd)
Ten rozdział szczerze mówiąc mnie troche bawi... No ale nie mnie to oceniać :P 
__________________________________________ 

Frank

Czułem do Gerarda odrazę. Znowu się upił, a obiecał, że nie będzie. A do tego upił się przez Lindsey. Przecież są razem tacy szczęśliwi...
Sprzątałem kuchnie, gdy usłyszałem dzwonek telefonu. Dzwonił Mikey.
-Halo? Frank?-usłyszałem zaraz po odebraniu podenerwowany głos Mikey'go
-Co się stało?-spytałem
-Gerard miał wypadek,  leży w szpitalu!
Zapytałem w którym, a potem rzuciłem telefon, szybko włożyłem buty i wybiegłem z domu. Nie powinienem go tak puszczać samego. Mogłem pójść z nim. Pewnie zadzwoniła Lindsey i się pokłócili. Jaki ja jestem głupi!
Kiedy wpadłem do szpitala, zobaczyłem Mikey'go i Lindsey. Czarnowłosa chodziła w kółko, co jakiś czas przeczesując włosy i pociągając nosem. Mikey siedział na jednym z krzeseł i miał twarz schowaną w dłoniach.
-Co z nim?-spytałem podbiegając do Mikey'go
-Nie wiem. Nic nam nie powiedzieli-odparł
-To moja wina-usłyszeliśmy Lindsey-Gdybym się z nim nie pokłóciła, to pewnie skupiłby się na tym jak chodzi
-Lin, to nie twoja wina-odpowiedział Mikey
Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale z sali wyszedł lekarz.
-Jego stan jest stabilny, myślę, że nic mu nie będzie. Zrobimy jeszcze kilka badań i wtedy będziemy wszystkiego pewni
-Mogę do niego wejść?-spytała Lindsey
-Ale tylko na chwilę. On potrzebuje odpoczynku.
Lindsey przytaknęła głową i weszła do sali. Ja i Mikey stanęliśmy pod drzwiami. Nie miałem odwagi tam wejść. Nie chciałem widzieć go w takim stanie.
-Chodź-poprosił Mikey
Chwilę się zawahałem, ale w końcu wkroczyłem za blondynem.
-Hej kochanie-szepnęła Lindsey do Gerarda
On otworzył szeroko oczy i spojrzał na nią zakłopotany.
-Pani chyba mnie z kimś pomyliła-odpowiedział
-Gerard, to ja, Lindsey, twoja dziewczyna-odezwała się zaskoczona
-Co? Ja nie mam dziewczyny-kontynuował
Lindsey pociągnęła nosem i wyszła z sali. Obejrzałem się za nią zaskoczony, a potem razem z Mikey'em podeszliśmy do łóżka Gerarda.
-Hej skarbie-uśmiechnął się do mnie-Fajnie, że przyszedłeś, tęskniłem za tobą
Z Mikey'em wysłaliśmy sobie pełne zdziwienia spojrzenia.
-My...my jesteśmy razem?-zapytałem
-Nie pamiętasz?-zasmucił się
-Ale Gerard... My zerwaliśmy, ta czarnowłosa, to twoja dziewczyna-odparłem
-Kochanie, co ty wygadujesz?-zdziwił się
Kochanie? Skarbie? Nie, to było dla mnie za wiele. Wszystkie te słowa, sprawiły, że przypomniały mi się chwile spędzone z nim. Do moich oczu mimowolnie napłynęły łzy.
-Frankie, o co chodzi?-spytał z troską
Spojrzałem na Mikey'go, a potem wyszedłem z sali. Lindsey siedziała tuż przy drzwiach, wycierając łzy. Usiadłem trochę dalej od niej.
Po moich policzkach poleciały łzy. Nawet nie próbowałem ich powstrzymać. Przypomniały mi się wszystkie te wspaniałe chwile, kiedy traktował mnie z taką troską. Przypomniało mi się, kiedy to ja byłem w szpitalu i on mnie odwiedził.
-Frank, wszystko w porządku?-spytał Mikey
-Nie-odpowiedziałem i wybuchnąłem płaczem-Ale myślę, że powinieneś się martwić o Lindsey
Obydwoje spojrzeliśmy w jej kierunku. Siedziała sama, wycierając łzy rękawem.

* * *
Jak się okazało Gerard stracił pamięć. Znaczy, nie do końca stracił. Dziwnym trafem pamięta tylko mnie i Mikey'go.... W szpitalu miał spędzić kilka dni, a potem mieli go wypuścić.
Siedziałem z Mikey'em i Gerardem na stołówce, a Lindsey w tym czasie próbowała się dowiedzieć co mu dokładniej jest. Cały czas próbowaliśmy mu uświadomić, że Lin to jego dziewczyna, jednak on się upierał, że to ja jestem jego miłością. A może on wcale nie stracił pamięci, tylko mówił to co mu leży na sercu? Nie, Frank, przestań.
-Wracamy do pokoju?-spytał Gee-Zmęczony jestem
Wstaliśmy od stolika i ruszyliśmy w stronę drzwi. Gerard szedł jako pierwszy i w sumie dobrze. Bo to on oberwał drzwiami, a nie ja. Ok, to było bezczelne... W każdym razie kiedy podeszliśmy pod drzwi, one otworzyły się i uderzyły Gerarda. W głowę. To się nazywa szczęście. Upadł na podłogę, a ja i Mikey rzuciliśmy się na pomoc.
Po bliskim spotkaniu z drzwiami pamięć mu wróciła. Nie wiem czy to dobrze czy źle. Ale miło było usłyszeć od niego pare miłych słówek. Kiedy tylko odzyskał pamięć, to trochę pokłócił się z Lindsey. Nie wiem o co poszło, bo nie podsłuchiwałem, ale pewnie o to że się upił.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

XX. "I'm the one that you loathe"



 Dzisiaj tak trochę krótko, ale to dlatego, że musiałam napisać jakieś przemyślenia Gee :3
I zastanawiajcie się co się takiego mogło stać :3 (z chęcią posłucham waszych opinii) 
Chcę wam podziękować za ponad 2000 wyświetleń :D Jest to dla mnie wyjątkowo ważne ^^
Jakbym chciała pisać dedykacje to by mi to dwa lata zajęło, bo chciałam napisać dla każdego z was. Więc powiem tak.... Każdy kto to czyta, niech wie, że tutaj jest dla niego dedykacja xd Trochę bezsensu, no ale ... ._____. Leń ze mnie.
Kocham was wszystkich i w ogóle ... :3
No to ten... Czytajcie, komentujcie i tak dalej :D
<przytula każdego z osobna>
__________________________________________    

Gerard

Jak teraz o tym myślę, to cieszę się, że udało się ściągnąć Franka na święta. Miło było go znów zobaczyć. Zaciekawiła mnie ta blondynka, którą przyprowadził na sylwestra. Czy coś między nimi jest? Znaczy... Nie, żeby mnie to jakoś specjalnie obchodziło... W każdym razie pokłóciły się z Lindsey. Chyba poszło o to, że Lin chciała, żeby Frank skoczył do sklepu po jeszcze jednego szampana, a Jenn wkroczyła do akcji i jej wygarnęła co nie co.... Posypały się ostre słowa i by się na siebie rzuciły, gdybym z Frankiem w porę nie zareagował.
Obiecałem Frankiemu, że w każdej chwili możemy się spotkać. Zależy mi na tym, by być dla niego dobrym przyjacielem.Powiedział, że mnie potrzebuje, więc zrobię dla niego wszystko.
Lindsey zaczęła robić jakieś afery, że za dużo czasu chcę poświęcać Frankowi. Już niejeden raz się kłóciliśmy, przez pół dnia. Można by rzec, że o taką błahostkę. To wygląda trochę tak, jakby Lindsey próbowała mnie ograniczyć. Owinąć wokół palca. I potem to wszystko prowadziło do kłótni. Ale to nie tak, że już jej nie kocham. Kocham ją i to najbardziej na świecie, ale coś się między nami zaczęło psuć i po prostu trzeba to naprawić. Ale każda próba naprawy nie kończyła się nie najlepiej. Nie wiem co się stało.
Z Frankiem spotykałem się nawet kilka razy w tygodniu. Spędzaliśmy czas jak starzy, dobrzy przyjaciele. Z każdym dniem coraz bardziej mi ufał i na nowo się otwierał. Jedynym tematem którego nie chciał poruszać, to był okres pierwszego miesiąca po tym jak go zostawiłem. Opowiedział wszystko o Jennifer i o tym jak to mój brat mu pomagał. Zauważyłem, że za każdym razem jak wspomina o Jenn, to strasznie ją zachwala. Według niego jest naprawdę wyjątkowa, choć sam cały czas powtarza, że nic do niej nie czuje.

* * *
Nie wiedziałem co zrobić z tą sytuacją, więc zrobiłem najgorszą rzecz jaką mogłem zrobić. Poszedłem na imprezę się upić. Tak chciałem walczyć z problemem.
Standardowo wypiłem za dużo. Przez dłuższy czas nie miałem styczności z alkoholem, a teraz nikt mnie nie obserwował i nie pilnował.
Z imprezy wyszedłem po 2 z jakąś nowo poznaną dziewczyną. Nie pamiętam czy między nami do czegoś doszło.
Obudziłem się u kogoś na kanapie. Wnętrze domu wyglądało znajomo. Dom Franka.
-O, Gerard, obudziłeś się-usłyszałem
Przysiadł obok mnie na kanapie. Pierwszy raz w jego spojrzeniu wyczytałem coś takiego... On się mnie brzydził. Widząc mnie w takim stanie, czuł odrazę. Obiecałem mu kiedyś, że już nie będę pić. Kolejna obietnica, którą złamałem. Znowu go zawiodłem.
-Ja przepraszam-westchnąłem
-Co się tym razem stało?-spytał
-Nie mam ochoty o tym mówić-odparłem
Spiorunował mnie wzrokiem. Przecież mu nie będę opowiadał, że kłócę się z Lindsey o niego. Że poświęcam mu za dużo czasu. Ja uważam, że powinienem spotykać się z nim jeszcze częściej. Ale Lindsey tego nie zrozumie.
-Gerard...-zaczął
-Chodzi o Lindsey. Robi mi różne afery i takie tam
-Ale to nie jest powód do picia-stwierdził
-Uwierz, że jest
Westchnął i poprawił czarną grzywkę. Wyciągnąłem z kieszeni spodni telefon. 6 nieodebranych połączeń od Lindsey. Szybko wybrałem jej numer, ale nie odebrała. Zapomniałem, że teraz pewnie jest w pracy.
-Dobra, ja chyba pójdę-odparłem i wstałem z łóżka
-Chociaż coś zjedz-zaproponował chwytając mnie za rękę i ciągnąc w stronę kuchni
Przygotował naleśniki, więc się zgodziłem.
Wracając do domu, zadzwoniła do mnie Lindsey.
-Hej kochanie-odezwałem się
-Gdzieś ty był?!-usłyszałem-Dzwoniłam 6 razy!!
-Jezu, przepraszam... Długa historia...
-Z chęcią posłucham! Tylko mi nie mów, że byłeś u tego całego Franka!
Po tych słowach trochę się wkurzyłem. Znowu robi mi pretensje o Frankiego.
-Byłem, ale to trochę dłuższa historia-powiedziałem w końcu
-Tak? To wspaniale-odpowiedziała sarkastycznie-Wiesz co, nie chce mi się teraz o tym gadać. Ale nie myśl, że zapomnę. Porozmawiamy w domu.
Kiedy się rozłączyła byłem już porządnie wkurzony. Kolejna kłótnia, z tego samego powodu. Znowu zachciało mi się napić, ale postanowiłem sobie, że nie wejdę do monopolowego.
I wtedy odkryłem, że to był naprawdę pechowy dzień....

sobota, 13 kwietnia 2013

XIX. "Well I felt I couldn't take, another day inside this place"



 Czuję się Forever Alone, bo nikt nie skomentował poprzedniego rozdziału ;____;
Tak czy siak, dziękuje za te wszystkie wyświetlenia :3 
No to... Czytajcie :3 (i komentujcie :P a przynajmniej byłoby miło .__. )
Z dedykacją dla Olki :3 (huehue, wariatko ty moja :3 :*)
_____________________________________  

Frank

W nocy znowu nie mogłem spać. Ale przynajmniej już nie płakałem. Wiem, że Gerard pare razy wchodził do mojego pokoju. Tylko po co? Nagle poczuł sie winny? Nagle zachciało mu się odbudować przyjaźń? Znaczy...Nie miałem nic przeciwko... Potrzebowałem go.
Rano obudziłem się wyjątkowo wypoczęty, jak na kilka godzin snu. Zauważyłem, że jest dopiero 8, więc jak najciszej zszedłem do kuchni. Przekraczając próg kuchni zobaczyłem czarnowłosego.
-O, ty też już nie śpisz-uśmiechnął się
-Taa...-odwzajemniłem uśmiech
Podszedłem do półki i wyciągnąłem ciasteczka. Spojrzałem w stronę czarnowłosego. Jego włosy były ułożone w artystyczny nieład,  a oczy-tak jak to miał w zwyczaju-podkreślone kredką. Miał na sobie czarne rurki i czarną bluze. Chyba zauważył, że się w niego wpatruję bo popatrzył na mnie z uśmiechem.
-Coś nie tak?-spytał spoglądając na swoje ubrania
-Nie, nic. Ja tylko...
-Poszedłbyś ze mną do kościoła?-wtrącił
Otworzyłem szeroko oczy.
-A Lindsey?-spytałem
-Zanim ona wstanie...-uśmiechnął sie
W końcu po długich namowach zgodziłem się.
W nocy musiało spaść sporo śniegu, bo wszystko było przykryte kilkucentymetrową warstwą białego puchu. Dobrze, że do kościoła było blisko, bo jakbyśmy mieli jechać autem, to pół godziny byśmy odśnieżali. W połowie drogi znowu zaczął sypać śnieg. W sumie mi to nie przeszkadzało. Śnieg nadawał taką świąteczną atmosfere.
Po skończonej mszy, pogoda trochę się zepsuła. Zaczęło mocno wiać i powstała jakaś zamieć śnieżna. Zacząłem żałować, że nie wziąłem czapki, szalika, czy czegokolwiek innego. No i jeszcze do tego, zamiast normalnej, cieplutkiej kurtki, to ubrałem ukochaną, skórzaną kurteczke. Mózgu, dlaczego? Zawiał mocny wiatr i pełno śniegu sypnęło mi prosto w twarz. Od tego powiewu aż przeszedł mnie delikatny dreszcz.
Kiedy zatrzymaliśmy się na przejściu dla pieszych, czułem się jak bałwan. Cały byłem w śniegu i próbowałem się jakoś rozgrzać.
-Kurde, Frank!-krzyknął Gerard
Podniosłem głowe i spojrzałem na czarnowłosego. Co tym razem zrobiłem? Zauważyłem jak ściąga swój szalik i zakłada mi go na szyje. Poprawił mi go, tak jak troskliwa matka synkowi.
-Teraz tobie będzie zimno-stwierdziłem
Spojrzał na mnie wzrokiem w stylu "No nie żartuj" i podciągnął kurtke pod szyje. Miło z jego strony. Inaczej chyba bym tam zamarzł. No, a do tego szalik był przesiąknięty jego zapachem. Zapachem, który tak bardzo uwielbiałem, za którym tak bardzo tęskniłem, który zawsze otulał mnie do snu. Nawet się nie spostrzegłem kiedy wróciliśmy do domu. Zaraz po przekroczeniu progu, usłyszeliśmy rozmowy dobiegające z kuchni.
-Chodź, zrobię ci gorącą herbatę-zaproponował Gerard wieszając kurtkę na wieszak
Delikatnie popchnął mnie w stronę kuchni. Po wejściu do pomieszczenia zobaczyłem Alice i Mikey'go siedzących przy stoliku. Na szczęście nie było tu Lindsey.
-Lindsey jeszcze nie wstała?-spytał Gerard
-Chyba śpi-stwierdziła Alice ze swoim słodkim uśmiechem
-Gdzie byliście?-zaciekawił się Mikey
-W kościele-odpowiedział Gerard nalewając wody do czajnika-Ale się beznadziejna pogoda zrobiła. Martwię się czy Frankie mi się nie przeziębi-uśmiechnął się w moją stronę
-Nic mi nie będzie-odwzajemniłem uśmiech
W końcu z kubkami gorącej herbaty usiedliśmy w salonie. Niestety Lindsey już wstała i zaszczyciła nas swą obecnością. Na szczęście miałem okazję ją trochę podenerwować, bo ja siedziałem na kanapie obok Gerarda, a ona musiała na fotelu.
Przez cały dzień nie zrobiliśmy nic pożytecznego, jedynie obżeraliśmy się i rozmawialiśmy o różnych głupotach. Najważniejsze było to, że on był blisko. Że martwił się o mnie. Chciał dla mnie jak najlepiej. A przynajmniej tyle wywnioskowałem.
Nie wiem co takiego zrobiłem, ale Lindsey mnie nie lubi. Albo raczej nienawidzi... Jestem dla niej kimś w rodzaju niewolnika. Czy ja zrobiłem coś złego? Biedny Franiu siedzi sobie grzecznie z kubkiem herbaty, a i tak wszyscy mają do niego pretensje.
Te kilka świątecznych dni zleciało naprawdę szybko. Za to zbliżał się sylwester. Mikey zaproponował, że taką "mini imprezkę" można by zrobić u niego. Mi ten pomysł się nie podobał. Dlaczego? Gerard będzie się obściskiwał z Lindsey, a Mikey będzie z Alice. Zostanę sam.
-Frank!-wyrwała mnie z rozmyślań Alice
-Hm..?-ocknąłem się
-Zaproś tutaj tą Jennifer!
W sumie... Nie był to najgłupszy pomysł.
W końcu nadszedł sylwester. Dzięki Bogu, Jenn nie miała żadnych planów, więc zgodziła się przyjść.
Jest naprawdę spostrzegawczą dziewczyną, bo od razu wykryła, że między mną a Lindsey jest jakiś konflikt. Nie chciałem jej zdradzać całej tej historii, bo nie wiedziałem czy jej aż tak zaufać. W pewnym momencie wybuchła między nimi nawet drobna sprzeczka, ale szybko zareagowaliśmy i odciągnęliśmy je od siebie.
Ogólnie sylwester fajnie minął. Nie zwracałem zbytnio uwagi na Lindsey i Gerarda, bo większość czasu spędziłem z Jennifer. Ona jest naprawdę niesamowita. Można przy niej zapomnieć o wszystkich problemach.

* * *

W końcu dobiegł koniec mojego pobytu u Mikey'go. Myślałem, że będzie o wiele gorzej. Z chęcią bym to powtórzył.
Siedziałem w swoim pokoiku i pakowałem ciuchy do torby.
-Hej, Frankie-usłyszałem
Powoli się odwróciłem i zobaczyłem jak do pokoju wślizguje się Gerard.
-Miło było cię spotkać-uśmiechnął się
-Ciebie też-westchnąłem
-Może teraz będziemy się częściej spotykać?-spytał
-Z chęcią-ucieszyłem się
-Wystarczy jeden telefon i od razu do ciebie przyjdę-powiedział i zrobił krok w moją stronę
Po chwili delikatnie mnie uścisnął. Odwzajemniłem uścisk, by móc go przy sobie zatrzymać na dłużej. W końcu nie wiadomo, kiedy się nadarzy kolejna okazja.