czwartek, 29 sierpnia 2013

XVI. "I don’t wanna a conversation I just wanna cry infront of you"

 Nie wiem co się ze mną ostatnio dzieje, ale chyba oduczyłam się pisać długie teksty. Po prostu muszę gdzieś jebnąć te dialogi xd
Tak czy inaczej... Zbliża się koniec wakacji i nie wiem kiedy znowu coś dodam :P 
Ten rozdział jest... dziwny? Tak jak każdy rozdział pisany przeze mnie ._.
Z dedykacją dla Anonimka od spaghetti <3 Kocham Cię <3 
No to chyba tyle. Miłego czytania xD
________________________________________

Gerard
Większość osób faktycznie zwinęła się po dwóch dniach. Zostaliśmy tylko ja, Frank i Ray, no i oczywiście nasze dziewczyny. Chodziliśmy sobie na imprezy i balowaliśmy jak za dawnych lat, co nie do końca pasowało Lindsey. Dogadałem się z Frankiem i zachowywaliśmy się jak starzy, dobrzy kumple. W moim sercu Frank zawsze będzie kimś znacznie więcej, ale serce to ja sobie za chwilę wyrwę, bo podpowiada mi same brednie i wolę słuchać rozumu.
Wszyscy łącznie z Lindsey byli wielce zachwyceni Lily. Jeśli mam być szczery, to nie widziałem ŻADNEGO podobieństwa do Franka. Żadnego. Najmniejszego. Nic. Uśmiech był po Hayley, włosy pewnie po babci, jeden chuj. Po co ja w ogóle myślę o tym bachorze Franka?

-Chodź na imprezę, chodź na imprezę, chodź na imprezę, chodź na imprezę, chodź na imprezę, chodź na imprezę..!- wył mi nad uchem Ray- Chodź, chodź, chodź, chooooodź!
-Dobra, tylko zamknij już ten ryj! -poddałem się w końcu
-Frank też idzie
-Yhm. Lindsey mnie w końcu zajebie...
-Oj tam...- uśmiechnął się- To zróbmy tak... Jak dzisiaj się upijesz, że zapomnisz jak się nazywasz, to farbujesz włosy na... czerwony!
-CO?! -przeraziłem się- Okay, zakład przyjęty

 Rano obudziłem się na plaży. Wokół mnie leżało mnóstwo butelek i puszek. A na moim brzuchu głowę miał położoną Frank.
-Frank... Mógłbyś zabrać głowę z mojego biednego brzucha?
-Co...? Tak, tak... Wybacz- chłopak podniósł się i położył obok- Pamiętasz coś z wczoraj?
-Właśnie kurwa nie
-Przegrałeś, przegrałeś, przegrałeś, przegrałeś! -usłyszałem wrzask Ray'a- Dzisiaj idziemy do fryzjera!
-Nie, nie nienienienienie....!!!

Siedziałem w fotelu u fryzjera cały czas przymykając oczy i przygryzając wargę ze strachu. Moje piękne, czarne włosy właśnie miały się zamienić w czerwone gówno.
-Nie martw się, to nie będzie na długo- szepnął mi na pocieszenie Ray
Wpatrywałem się w swoje odbicie i patrzyłem na fryzjerkę, która nakładała mi farbę. Matko boska, jak Lindsey mnie zobaczy to chyba umrze. Ale prędzej to ja umrę. Jebnie mnie żelazkiem czy coś.
W końcu moje włosy stały się czerwone. Kiedy zobaczyłem się w lustrze, to prawie zemdlałem. Frank i Ray tarzali się po podłodze ze śmiechu i stwierdzili, że wyglądam jak debil.

Po wyjściu od fryzjera....

-Jezu, za ile to zejdzie? -spytałem zrozpaczony 
-Ale ładnie ci w nich- uśmiechnął się Frank- Umyjesz je z 2 razy i zejdzie

Frank
Przez cały czas świetnie się bawiliśmy i mieliśmy wielki polew z Gerda i jego pięknych włosów. 
W bardzo dobrym humorze wszedłem do domu i dostrzegłem Hayley z Lily na rękach, jednak ona nie wyglądała na taką szczęśliwą jak ja.
-Coś się stało, misiu? -spytałem
-Musimy o czymś porozmawiać... 
-Yhm... O czym? Co się stało? -spytałem zdziwiony 
-Bo... Spójrz... Zauważyłeś, że Lily nie jest do ciebie podobna? 
-Ma mój uśmiech- stwierdziłem
-Frank... To nie jest twoja córka.
Miałem wrażenie, że serce przestało mi bić. Jej słowa echem odbijały mi się w głowie. Przysiadłem na kanapie i próbowałem coś powiedzieć, ale byłem zbyt zaskoczony. 
-Okłamałaś mnie...-wykrztusiłem w końcu- A ja głupi, przez cały czas wierzyłem, że to moja córeczka...- łzy napłynęły do moich oczu
-Przepraszam...
-Muszę.. wyjść...- wstałem z kanapy i ruszyłem w stronę drzwi 
Poszedłem na plażę i usiadłem przy brzegu morza. Łzy leciały z moich oczu, ale mało mnie to obchodziło. Jak ona w ogóle mogła mi to zrobić?! Dlaczego?! Wyciągnąłem paczkę papierosów i na uspokojenie musiałem sobie zapalić. Ręce trzęsły mi się jak cholera, policzki były mokre od łez, a żołądek wywracał mi się do góry nogami. Cały czas słyszałem jej słowa "To nie jest twoja córka". Jaki ja jestem głupi. Gdybym wiedział jak to wszystko się potoczy, nigdy bym się z nią nie związał. A może nawet nadal byłbym z Gerardem... Czemu ja go zostawiłem?! Przecież byłem w tym związku szczęśliwy! Frank, uspokój się. Zaraz zrobisz coś głupiego... 
Wytarłem łzy z policzków i rozejrzałem się. Wybrałem sobie na przemyślenia takie miejsce, gdzie było naprawdę mało ludzi. Tym lepiej dla mnie. 
-Frank...- usłyszałem głos Hayley
-Frajerska miłość, opcja jaką wybrałem... - mruknąłem- Szkoda, że dopiero teraz to zauważyłem. Zniszczyłem prawdziwą miłość i nic mnie nie usprawiedliwia
-Frank, ale...
-Nie chcę cię już widzieć. Z nami po prostu koniec. Jedź do prawdziwego ojca Lily. 
-Ale ja cię kocham!
-Nie. Nie kłam. Spakuj się, a ja... Ja muszę z kimś porozmawiać... 
Ruszyłem w stronę domu Gerarda. Po co ja to robię? Przyjdę do jego domu, powiem mu "Hej Gerard, właśnie dowiedziałem się, że moja córka wcale nie jest moją córką. Zerwałem z Hayley, może po tym wszystkim jednak do siebie wrócimy?". Nawet się nie łudziłem, że mam u niego jakiekolwiek szansę. Chciałem z nim tylko porozmawiać. Boże, jaki ja byłem głupi! On mnie kochał, a ja co? Odrzuciłem jego miłość, bo myślałem, że z Hayley będzie mi lepiej. Niech mi ktoś strzeli w ten głupi, pusty łeb.
-Frank..? -usłyszałem i niechętnie się odwróciłem- Coś się stało?
-Nie, Ray... Gerard jest w domu?
-Pewnie tak. Ej Frank, na pewno wszystko okay? 
-Nic nie jest okay! -wrzasnąłem i łzy znowu napłynęły mi do oczu- Życie mi się sypie...
-Siadaj, wyrzuć to z siebie- uśmiechnął się Ray, przysiadł na piasku i machnął ręką, żebym siadł obok
Niechętnie przysiadłem i opowiedziałem wszystko co mi siedziało na sercu. Łącznie z tym, że chciałbym przeprosić Gerarda. Zdążyło się już ściemnić, a my nadal siedzieliśmy.
-Stary, no to chodź! -Ray zerwał się z piachu i próbował mnie podnieść
-Co? Po co mam do niego iść? 
-Pogadaj z nim. Wytłumacz mu to. Myślę, że... Nie ważne. Po prostu do niego idź! -rozkazał -Albo lepiej! Pójdę tam z tobą, żeby mieć pewność, że nie skręciłeś gdzieś obok.
-Nie, Ray, proszę....
-Idziesz!
No i byłem zmuszony iść do Gerarda. Ale naprawdę nie wiedziałem co mam mu niby powiedzieć. Jeszcze jakby Lindsey była w domu... I w końcu stanęliśmy pod drzwiami Gerarda. 

Gerard
Lindsey wyszła sobie na imprezę, a ja nie mając co robić chciałem w spokoju posiedzieć na plaży. Już stałem pod drzwiami gdy usłyszałem głosy najprawdopodobniej Ray'a i Franka.
-Nie! Nie mam mu nic do powiedzenia!
-Pogadaj z nim tak jak ze mną. Powiedz całą prawdę
-Puszczaj mnie! 
-Zapukaj do tych jebanych drzwi
-Nie! 
-To ja sam zapukam
-Nie, błagam...
Nie czekając na dalszy ciąg sytuacji, po prostu otworzyłem drzwi. Pod drzwiami stał Ray trzymający Franka za kaptur. Obydwoje widząc mnie byli bynajmniej zaskoczeni. 
-Co wy tu odpierdalacie? -spytałem
-Frank chce o czymś porozmawiać- powiedział Ray i puścił kaptur chłopaka.
-Mogę wejść...?- mruknął Frank nie do końca zadowolony z tej sytuacji 
-Tak, oczywiście... -odparłem zdezorientowany i pytająco spojrzałem na Ray'a, który tylko wzruszył ramionami i poszedł sobie
Kiedy z powrotem spojrzałem na Franka, dostrzegłem, w jego oczach łzy. Przysiadł na kanapie, a ja obok niego. Nic nie powiedział, tylko rzucił mi się w ramiona. Nie wiedziałem jak zareagować, więc odwzajemniłem uścisk. Chłopak przez kilka minut siedział tak przytulony do mnie i się wypłakiwał. W końcu delikatnie odsunąłem go od siebie i spojrzałem w oczy.
-Frankie... Co się dzieje? 
Chłopak nic nie odpowiedział, tylko cały czas płakał. Podałem mu paczkę chusteczek i czekałem aż w końcu coś odpowie. 
-Życie mi się rozjebało, najkrócej mówiąc...- odparł w końcu i znowu mocno się we mnie wtulił- Przepraszam. Przepraszam, że wtedy cię zostawiłem. To było naprawdę głupie i... Przepraszam! 
-Frank...- odsunąłem się od niego- Po co przyszedłeś?
Zaczął mi opowiadać, że okazało się, że Lily nie jest jego córeczką. To naprawdę musiało go zaboleć. Potem powiedział, że zerwał z Hayley. Obawiałem się, że za szybko podjął taką decyzję i będzie jej żałował. W końcu działał pod wpływem emocji. Ale potem zaczął gadać na temat tego, jaki to wielki błąd popełnił odchodząc ode mnie. Mam szansę do niego wrócić. Ale nie wrócę. Nie ma mowy. Mam wspaniałą dziewczynę i nie chcę tego zepsuć po raz drugi. 
-Gee... -szepnął- Mógłbyś...
-Hm...?
-Mógłbyś mnie pocałować? 
-Nie, Frank... Przepraszam, ja... Jestem szczęśliwy i nie chcę tego znowu niszczyć.
-Rozumiem...- westchnął
-Może zadzwonię po Ray'a i pójdziemy razem na jakąś imprezę, na poprawę humoru? -uśmiechnąłem się i chwyciłem go za rękę
-Wolałbym zostać w domu... Mogę przenocować u ciebie? Nie chcę być sam...
-Żaden problem, Frankie. Lindsey i tak jest na imprezie, więc pewnie wróci nad ranem. Chodź, położysz się.

No i leżeliśmy obok siebie. Jego drobne ciałko leżało przytulone do mojego. Koszulkę miałem już mokrą od jego łez, ale to nic. Jednak ta sytuacja obudziła we mnie wiele wspomnień. Niby jest dla mnie kimś ważnym, ale jak sobie przypomnę, co się ze mną działo gdy mnie zostawił... Nie mogę do niego wrócić.
-Gee...
-Tak?
-Bo ja....
_______________________________________
Buahahahahha, zastanawiajcie się co tam Franio znowu mógł wymyślić :*
A piosenka którą się "inspirowałam" pisząc rozmowę Franka i Hayley (tą o frajerskiej miłości) to Placebo-Every you every me c:

wtorek, 27 sierpnia 2013

XV. "Here’s to never growing up"

 Rozdział dosyć długi, bezsensowny i nudny. Wena jest, ale chyba nie umiem jej dobrze wykorzystać. Dużo przekleństw i żadnego sensu. Ten rozdział jest naprawdę dziwny.
Nigdy, nigdy więcej nie będę słuchała Rammsteina pisząc rozdział XD Znaczy, dzięki temu to napisałam, no ale mam głupie myśli xd
Dziękuję za 8375 wyświetleń, 171 komentarzy i 13 obserwatorów. To naprawdę wiele dla mnie znaczy i jest wsparciem do dalszego pisania.
Jeśli ktoś zdechnie z nudów to sorry. Podczas pisania tego rozdziału słuchałam z 40 piosenek, których teksty czasem mnie rozwalały bądź inspirowały, dlatego dzisiaj jest takie wielkie gówno. Btw, podczas tych kilku ostatnich dni postaram się coś napisać. Albo powalonego Shota, albo jeszcze jakiś rozdział. A może macie jakieś pytania do mnie? Lol, co? Nie wiem, ale gdybyście mieli czy coś, to bym zrobiła taką notkę specjalną xd Tak czy inaczej. Dziękuję za całe to wasze wsparcie c:

_______________________________________
 
Frank
 Został mi ostatni rok studiów. Cieszę się, że wybrałem medycynę, bo jest naprawdę świetna. No i skromnie mówiąc, idzie mi całkiem nieźle. Zapomniałem już o tym o było i cieszyłem się tym, że mam Hayley.

Siedziałem w salonie i bawiłem się z moją córeczką Lily (taka wpadka, okay?), kiedy usłyszałem dzwonek telefonu.
-Hayley, podasz mi telefon?
-Teraz gotuję
-Kur...-ugryzłem się w język i wstałem po telefon- Halo?
-Frank Iero?
-No tak- mruknąłem- Kto pyta?
-Tu Ray Toro
-Ray? Siema!
-No siema, siema. Mam pytanie. Organizujemy zjazd absolwentów, wybierzesz się?- spytał
-Jasne! Tylko... Mógłbym przyjechać z córką i narzeczoną?
-Hoho, imprezowiczu, nieźle się porobiło.- zaśmiał się- Jasne, że możesz.
Przez cały ten czas, ani razu nie spotkałem się z Ray'em. Nawet do niego nie zadzwoniłem. Miło będzie znowu się z nim spotkać. I z innymi osobami ze szkoły. Z Gerardem chociażby...


Gerard
Przede mną ostatni rok studiów. Szybko to zleciało. Od dwóch lat jestem w związku z Lindsey. O Franku zapomniałem. Nie odezwaliśmy się do siebie ani razu. I w sumie to dobrze.
Po zakończeniu studiów planowałem się oświadczyć Lindsey. Była tą osobą, z którą pragnąłem spędzić całe moje życie.
Pewnego deszczowego dnia, oglądałem jakiś durny film w telewizji gdy nagle usłyszałem dzwonek telefonu.
-Halo?
-Gerard Way?
-Tak to ja- odparłem- A kto mówi...?
-Ray Toro, pamiętasz mnie?
-Ray? -zdziwiłem się- Jasne że pamiętam! Boże, stary, opowiadaj co u ciebie! Tak długo nie gadaliśmy!
-Gerd, ogarnij hormony. Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że organizujemy zjazd absolwentów z naszego rocznika. Wbijesz?
-Jasne! Powiedz tylko gdzie i kiedy- ucieszyłem się
-Wyśle ci wszystko w sms'ie- odpowiedział- Miło było cię usłyszeć. Do zobaczenia!
Przez wszystkie lata studiów gadałem z Ray'em może z dwa razy. A zawsze byliśmy takimi wielkimi kumplami. Po kilku minutach dostałem sms'a z dokładną datą i miejscem zjazdu. To było pewne, że tam pojadę. Z Ray'em zawsze byliśmy takimi kumplami, a tu nagle studia nas rozdzieliły. Ciekawe czy Frank również przyjedzie...

* * *
W końcu nadszedł dzień wypadu. Lindsey ładowała swoje walizki do bagażnika, a ja patrzyłem na mapę. Ray wybrał na zjazd jakieś miejsce nad morzem. Z 2 godziny drogi. Nie najgorzej. 
-Jedziemy?- mruknęła Lin
-Tak, tak. Wszystko masz?- spytałem, bo byłem pewny, że i tak czegoś zapomni
-Chyba tak... -odparła i wsiadła do samochodu 

Zatrzymałem samochód jak najbliżej plaży i od razu dostrzegłem bujne afro Ray'a. Wysiadłem z auta i jak najciszej do niego podszedłem. 
-Bu! -wyskoczyłem obok niego, a on cicho pisnął
-Ty chuju! -wrzasnął
-Tak, to ja- uśmiechnąłem się i zaśmiałem
-To nie było kurwa wcale śmieszne- mruknął niezadowolony 
- Miło cię widzieć kretynie
-Ciebie również pawianie
Przez chwilę piorunowaliśmy się wzrokiem, ale w końcu zmusiliśmy się na przyjacielski uścisk.
-Co tam u ciebie?- spytał
-A no wiesz... Ostatni rok studiów... W ogóle, to od dwóch lat jestem z Lindsey...
-Jednak? Nadal jest taka ładna? -mrugnął
-Sam ją zobacz. Lindsey, chodź tu do nas -zawołałem, a po chwili dziewczyna leniwie podreptała w naszą stronę
-No no, nadal taka piękna- uśmiechnął się Ray i cmoknął ją w policzek
-Nadal masz swoje afro- odwzajemniła uśmiech Lin
Nagle koło nas zatrzymało się jakieś czarne auto. Szyby były przyciemnione, więc raczej nie mogliśmy dostrzec kto to był. W końcu z auta wysiadł... Frank. Potem dostrzegłem jeszcze jakąś dziewczynę i... dziecko. 
-Siemka- przywitał nas Frank- To moja narzeczona Hayley, a to moja córeczka Lily
Zmusiłem się na uśmiech i spojrzałem na Lindsey. 
-No to ciekawie się porobiło- zaśmiał się Ray- To chyba tylko ja, nadal nikogo nie mam. No, ale nie przedłużając więcej, chodźcie na plażę. Tam już jest większość naszej szkoły i szykują ognisko. 
Chwyciłem Lindsey za rękę i ruszyliśmy w kierunku plaży. Jednak tuż obok pojawił się Frank.
-Nie odzywaliśmy się do siebie przez cały ten czas...- stwierdził, tak jak ja bym o tym nie wiedział- Więc opowiadaj, co tam u ciebie słychać? 
Hm.. Przez ciebie miałem sporą depresję, nie chciałem jeść, spać, żyć, zrzucałem wszystko z półek, Mikey próbował mnie pocieszać jednorożcami, jednego prawie rozszarpałem... Hm...
-Nic ciekawego. Na studiach jest fajnie.. Ostatni rok już... -odparłem- A u ciebie?
-A no wiesz... Wszystko okay. Studia są cudowne, Hayley jest wspaniałą dziewczyną...
Czy on mi teraz będzie tak zatruwał dupę? Nie widzieliśmy się kilka lat, po tym jak chamsko ze mną zerwał nie odezwał się ani razu, a teraz będzie mi opowiadał jaką to ma wspaniałą dziewczynę? Chuj mnie obchodzi jego dziewczyna. Jeszcze do tego ten bachor. No, ale co ja się nim będę przejmował? 
Na plaży dostrzegłem kilku znajomych. Większość się w sumie nie zmieniła. Gdyby nie te pieprzone studia pewnie nadal miałbym z nimi lepszy kontakt. I być może nadal byłbym z Frankiem... Ale teraz też jestem szczęśliwy. 
Lindsey poszła pogadać z jakimiś swoimi koleżankami, a ja nie czując chęci rozmowy z wariatkami, poszedłem do Ray'a. Chłopak jak zawsze przygotowany podał mi puszkę piwa i siedliśmy na piasku. 
-Powiem ci... że brakowało mi tych naszych imprez- stwierdził Ray- Sam nie chodziłem, bo tylko ty mnie odprowadzałeś do domu i podnosiłeś z ziemi, kiedy traciłem przytomność. A po za tym nudno by było bez ciebie
-U mnie dokładnie to samo. Ze 2 razy poszedłem z Lin, ale z nią nie da się tak upić. -zaśmiałem się
-Hej chłopaki!- usłyszeliśmy i się odwróciliśmy się. No kurwa znowu Frank. Ray mu podał piwo i siadł obok mnie- O czym dyskutujecie?
-Wspominamy nasze imprezy- uśmiechnął się Ray- A pamiętacie wtedy w sylwestra?
Sylwester... Noc o której wolałbym zapomnieć.Stanowczo. 
-Oj, pamiętam, pamiętam- Frank z szerokim uśmiechem mrugnął do mnie porozumiewawczo 
-Wolałbym zapomnieć...- odparłem i wyciągnąłem z kieszeni paczkę papierosów- Chcecie?
-Ja nie palę- mruknął Ray
-Ja poproszę- powiedział Frank

Jakąś godzinę później mieliśmy przygotowane ogromne ognisko.  Zaczęliśmy wspominać jakieś wspólne wycieczki, a niektórzy przywieźli albumy, więc nabijaliśmy się z tego jak kiedyś wyglądaliśmy. 
-A pamiętacie, jak Gerard w pierwszej klasie brał udział w tym całym konkursie talentów?- spytała nagle Lindsey
-Haha, no pewnie! -zaśmiał się Ray- Pani chciała cię wywalić ze szkoły za co zaśpiewałeś
-Co zaśpiewał?- zaciekawił się Frank
Uśmiechnąłem się szeroko i wziąłem od jakiegoś kumpla gitarę.
-Jakby ktoś nie wiedział, jest to piosenka Blink 182- zacząłem- Shit Piss Fuck Cunt Cocksucker Motherfucker Tits Fart Turd And Twat 
Wszyscy natychmiast zaczęli się śmiać.
-Gerd, jaką miałeś potem karę?
-Musiałem napisać w zeszycie 200 razy, że nie będę śpiewać takich piosenek. A jak rodzice się dowiedzieli co zaśpiewałem to mało mnie z domu nie wywalili- uśmiechnąłem się

Kiedy poszedłem po kolejną puszkę piwa, zaczepił mnie Ray.
-Co ty na to, żeby się stąd wyrwać i pójść sobie na jakąś imprezkę w mieście?- spytał
-Pewnie! -ucieszyłem się- To wspominanie już mi się znudziło
-To czekaj, skoczę jeszcze po Franka- uśmiechnął się
Kurwa. Kurwa. Kurwa. Dżizyskurwajapierdolę.
No i w końcu całą naszą trójką szliśmy po mieście w poszukiwaniu jakiejś imprezy na którą warto byłoby wbić. No i znaleźliśmy. 
Po godzinie byliśmy schlani, że ledwo pamiętaliśmy jak się nazywamy. Ray zaczął się potykać o własne nogi, Frank zaczął się śmiać jak opętany prawie z wszystkiego, a ja gadałem filozoficzne brednie. Czyli było już z nami źle. Cudem doczołgaliśmy się na plażę, a z plaży do domków, które mieliśmy wynajęte. Próbowałem jak najciszej wejść do domu, bo nie chciałem budzić Lindsey.
Otworzyłem drzwi, ale wtedy nogi odmówiły mi posłuszeństwa i potknąłem się o jebany próg i mordą zaryłem o podłogę. 
-Kurwa- mruknąłem i próbując się podnieść, dostrzegłem, że ktoś nade mną stoi. Podniosłem głowę i dostrzegłem Lin z groźną miną- Hej Lin... 
-Gdzieś ty kurwa był?
-No tu i tam...-stwierdziłem, że już nie dam rady wstać więc zacząłem się czołgać- Wybacz
-Debil
-Może trochę

Rano obudziłem się z morderczym bólem głowy. Na podłodze. Chwila... Czyżbym jednak nie doczołgał się do łóżka? Kiepsko ze mną. 
-Rusz dupę, leżysz na środku- usłyszałem głos Lindsey- No grubasie, rusz się
-Że niby ja jestem gruby? -zdziwiłem się, wstałem i podszedłem do lustra-Z której strony?
-Gorzej jak baba...-zaśmiała się Lindsey- Aha, Frank był jakieś 10 minut temu sprawdzić czy żyjesz
-Frank? Czy on mi kurwa nie da spokoju?
Lindsey wzruszyła obojętnie ramionami. 

Po godzinie z Ray'em i Frankiem spotkaliśmy się na plaży.
-Żyjecie?- spytał Ray
-A wyglądam jakbym żył? -odparłem 
-Hayley mi chciała przyjebać wałkiem- powiedział Frank
A ten kurwa znowu z tą Hayley. Też zacznę tak gadać o Lindsey. 
-Uuuu, fajna dziewczyna- wtrącił Ray
-Ta?- zdziwiłem się, patrząc na dziewczynę w jakimś czarnym stroju kąpielowym- To idź i zagadaj! -popchnąłem go
-No... okay..- Ray niepewnie ruszył w stronę dziewczyny
Przez chwilę panowała cisza. Chciałem sobie pójść, ale Frank mnie zatrzymał.
-Chyba mamy sobie coś do wytłumaczenia...- stwierdził
-Jak dla mnie wszystko jest jasne. Minęły lata, to była przeszłość. Głupie zauroczenie.
Sam nie wierzyłem w to co powiedziałem. Głupie zauroczenie przez które miałem depresję. 
-Gee...
-Ja nie mam w tej sprawie nic do powiedzenia. 
-Nie moglibyśmy być nadal przyjaciółmi? Tak jak kiedyś? Wspólne imprezy, żarty, i tak dalej? 
-Niech ci będzie...- mruknąłem
Po 5 minutach wrócił do nas Ray. 
-Umówiłem się z nią! -powiedział od razu
-Przez afro masz większe powodzenie- uśmiechnąłem się
-A właśnie, Gerd, obciąłbyś włosy. Wyglądasz jak baba- stwierdził Ray
-No kurwa! Jak mi się będzie chciało to pójdę do fryzjera. Przestańcie ze mnie robić taką kobietę- zaśmiałem się 
-Ale jako kobieta też byś fajnie wyglądał- dodał Ray i próbował powstrzymać śmiech- Może nawet bym cię podrywał. A w ogóle, to na ile zostajecie? Bo większość zwija się już jutro, ale tu jest fajnie, więc z chęcią zostałbym dłużej
-Pogadam z Lindsey. Ale też z chęcią bym został
-No a ja pogadam z Hayley
-No to na co czekacie? Wypierdalać mi stąd! -uśmiechnął się Ray i popchnął nas
I tak o to mieliśmy tam zostać co najmniej na tydzień.

Z Ray'em jak zawsze trochę nam odwalało.

Tak wyglądałem po imprezie...

Frank z narzeczoną... 

Z moją cudowną dziewczyną 

Z Frankiem... 

Ze starym kumplem...


niedziela, 25 sierpnia 2013

XIV. "When you're gone The pieces of my heart are missing you"

 Okay, Demolition Puppy wraca po dłuższej przerwie. Kto ma ochotę mi zajebać za tą przerwę? ;_;
Tak czy inaczej.......... Nie mam nic do powiedzenia. Wydaje mi się, że moja wena wróciła. Czy na długo to nie wiem, ale chwilowo wróciła. 
Chciałam podziękować za pomoc Alicji, która napisała fragment z listem. Naprawdę, dziękuję, bo sama lepiej bym tego nie napisała. W ogóle, dziękuję Ci za wszystko :D Jesteś cudna i wybacz, że za rzadko się do Ciebie odzywam. Chyba, że nie chcesz, to okay xd
Z dedykiem dla Oli P. z facebooka :D Dziękuję za miłe słowa i to wsparcie :D XD
I z dedykiem dla Agaty :*
_______________________________

Gerard
 Po tygodniu mojego ciągłego ryczenia dostałem list. Kiedy zobaczyłem od kogo ten list, od razu się rozpłakałem. Był od Franka. Niechętnie otworzyłem kopertę i wyciągnąłem kartkę.
"Gerard, będziemy od siebie oddaleni o całe godziny jazdy, będziemy się widywać najczęściej dwa razy w roku. Nie mogę żyć ciągle w tym poczuciu pustki. Potrzebuję, by ktoś mnie przytulał, całował, BYŁ PRZY MNIE i wspierał, kiedy słowa nie będą w stanie opisać tego co czuję. Gdybym miał żyć w sposób, w który każdy dzień opiera się na tęsknocie, wyniszczałbym tylko sam siebie. Nigdy nie wiedziałbym co robisz, co się z tobą dzieje. Tak łatwo jest kłamać przez telefon.  Ja wiem, że zawsze obiecywałeś mi szczerość, ale to już nie to samo. Pozwól mi odejść i nie opierać swojego życia na tęsknieniu i zamartwianiu się. Znaczy ja...na pewno będę tęsknił. Byłeś dla mnie nie tylko chłopakiem i przyjacielem. No własnie, byłeś. Przepraszam, że tak to wyszło. Nie chciałem tego robić wiedząc, że cię zranię. Dalej jesteś moim najlepszym przyjacielem, ale nie oszukujmy się, nie uda nam się utzrymać kontaktu pod pretekstem przyjaźni. I tak będziemy wypominać sobie nasze wspólne chwile...
Poznałem taką jedną Hayley. Jest bardzi miła i urocza. Dobrze się rozumiemy. Ty na pewno też kogoś wkrótce znajdziesz. Przepraszam, wiem, że powinienem cię teraz wspierać, gdy zmieniasz miejsce zamieszkania. W końcu nikogo tam nie będziesz znał. Bardzo cię przepraszam Przegrałem.
Tak, dobrze słyszałeś. To ja przegrałem, to jest moja osobista porażka, bo ta sytuacja mnie przerosła. Więc proszę Gee, nie obwiniaj siebie.
Dziękuję, że byłeś ze mną. Dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Nigdy ci tego nie zapomnę. Ale ty musisz zapomnieć o mnie."

Minął miesiąc. Jeden jebany miesiąc, odkąd Frank mnie kurwa zostawił. Nie mogłem spać, nie mogłem jeść. Nie mogłem żyć. Nadal nie mogę.
Pierwszy tydzień spędziłem w pokoju, pijąc tylko wodę i co jakiś czas przegryzając jabłko czy coś. Potem wyszedłem z pokoju, zacząłem w miarę normalnie funkcjonować. Jeść nie chciałem. Kiedy tylko zaczynałem coś jeść, przypominał mi się Frank i po prostu nie mogłem.
Moim pocieszycielem okazał się Mikey. Przychodził do mnie do pokoju z tymi swoimi jebanymi jednorożcami i opowiadał, że kiedy on ma doła, to przytula się do któregoś i od razu mu lepiej. Nawet mi zostawił jednego, różowego z grzywą obsypaną brokatem. Miło z jego strony, ale nic mi to nie dawało. Ale pewnego dnia...
Kiedy siedziałem w pokoju i próbowałem zasnąć, Mikey wszedł do mojego pokoju i powiedział, że ktoś do mnie przyszedł. Podniosłem się na łóżku i miałem nadzieję, że to Frank. Jednak dojrzałem Lindsey. Tak, tą moją byłą, którą potraktowałem dosyć chamsko.Weszła do mojego pokoju i przysiadła obok na łóżku.
-Lindsey? Co ty tu...? -zacząłem
-Ciiii... -uciszyła mnie- Przyszłam, żeby z tobą posiedzieć. Nie płacz już...
-Po tym co ci zrobiłem, przychodzisz do mnie i po prostu próbujesz mnie pocieszyć?
-Gee... Mikey mi o wszystkim opowiedział. Uważam, że...
-Nie mówmy o tym.- wtrąciłem- Po prostu... Nigdy się to nie zdarzyło, okay? On nie wróci, prawda? - przez chwilę nic nie odpowiadała- Prawda? -powtórzyłem
-Wydaję mi się, że masz rację... Przykro mi Gerard. -pogłaskała mnie po policzku i wytarła łzę- Wiem, że nie będzie łatwo, ale musisz o nim zapomnieć. Tak będzie lepiej dla ciebie. Kiedy ostatni raz dobrze się wyspałeś, hm? Gee, zdrzemnij się. Będę siedziała przy tobie, póki sam mnie nie wywalisz.
Wiedziałem, że jej nie wywalę. Nie mógłbym.
Wtedy po raz pierwszy udało mi się zasnąć i nie budzić co 10 minut.

* * *
-Gerard kochanie, na pewno wszystko masz?
-Mamo, błagam cię, przestań! -warknąłem
-Ale Gerd, jesteś moim kochanym synkiem
-Miło mi to słyszeć, mamo- odparł Mikey
-Zamknij jadaczkę Michael.
Wybuchnąłem głośnym śmiechem.
-No wiesz Mikey, mama będzie musiała znosić cię, przez kilka lat co najmniej. A mnie... -uśmiechnąłem się- No cóż, studia czekają. Właśnie, Lindsey też na mnie czeka. Trzymajcie się, kocham was. Ciebie trochę mniej Michaelu- mrugnąłem do niego

Razem z Lindsey wybraliśmy psychologię. Dla mnie to nawet dobrze, ponieważ od czasu rozstania z Frankiem, była moją najlepszą przyjaciółką, która mnie cały czas pocieszała. Dzięki niej, w końcu się uśmiechałem. No i najważniejsze: zapomniałem o przeszłości. 
W końcu, po kilku miesiącach 

Frank
Minął pierwszy rok moich studiów. Szło mi całkiem nieźle, ale głównie dlatego, że miałem dziewczynę u swego boku. Tak. Zostawiłem Gerarda dla kogoś innego. Ale jaki byłby sens związku z Gerardem, jeśli on byłby w innym mieście a ja w innym? Z Hayley to co innego. Mieszkamy całkiem blisko siebie, możemy się spotykać prawie codziennie... Tak wiem, to było wredne z mojej strony. Raz odsłuchałem wiadomość, jaką od niego dostałem i przez chwilę myślałem, żeby do niego wrócić. Ale szybko wracałem myślami do rzeczywistości i wiedziałem, że to nie wypali. 
Starałem się zapomnieć o przeszłości. Przyznam szczerze, że nawet z Ray'em straciłem kontakt. No, ale cóż... Życie. Na studiach poznałem nowych ludzi, z którymi imprezuję sobie tak jak za dawnych lat z Ray'em i Gerardem.

środa, 14 sierpnia 2013

Agaszka- Czyli historia miłosna Demolition Puppy :3



 Wiem że chuj was to obchodzi, ale no... .___. Trochę krótka ta historia ale chuj ._.
Kocham Cię Agata <3
_______________________

Większość historii miłosnych rozpoczyna się od słów "Dawno, dawno temu...". Moja na pewno nie zacznie się od tych słów, ponieważ zaczęła się dosyć niedawno. Chociaż wtedy nie wiedziałam, że wyniknie z tego tak wiele.
Był 23 maj. Wyjątkowo nudny wieczór. Przeglądałam facebooka, ale nawet tam nie działo się coś ciekawego. Mimo ponad 60 aktywnych znajomych, nie miałam z kim pisać. Postanowiłam zapytać na mojej stronie "Killjoys powinni trzymać się razem" czy przypadkiem ktoś nie chciałby ze mną popisać. Znalazły się 3 chętne osoby. Między innymi Agata. Nasze rozmowy na początku polegały na lepszym poznaniu się. Okazało się, że obie lubimy zespoły takie jak Mindless Self Indulgence, Green Day, Bring Me The Horizon czy Sum 41. W krótkim czasie w pełni sobie zaufałyśmy i powierzałyśmy sobie sekrety, oraz pomagałyśmy sobie kiedy miałyśmy problemy. Stałyśmy się najlepszymi przyjaciółkami i nikt nie był dla mnie tak ważny jak Agata.
Pewnego dnia leżałam sobie na łóżku i gapiłam się w sufit. Agata była na zajęciach tanecznych i czułam jakąś pustkę w sercu. W pewnym momencie nasunęło mi się pytanie: "Czy ja się w niej zakochałam?". Odpowiedź przyszła niemal tak szybko jak pytanie. Tak. Tak, zakochałam się w Agacie.
15 lipca wyjeżdżałam na wakacje. I mnie i Agatę to załamało. Obiecałam jej, że będę z nią pisała tak często jak się da. Będąc w pociągu postanowiłam, że jednak wyznam jej co czuję. Co się mogło stać? Mogła co najwyżej... przestać się do mnie odzywać. W każdym bądź razie napisałam jej, że ją kocham i czy chciała by  zostać moją dziewczyną. Odpowiedź dostałam po kilkunastu sekundach. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe, a w brzuchu czułam stado szerszeni. Otworzyłam wiadomość. Spodziewałam się odpowiedzi w stylu "Aga, weź się odwal. Nic do ciebie nie czuję" czy coś. A jaką odpowiedź dostałam? "Jezu, czekałam aż o to zapytasz". Nie mogłam w to uwierzyć. Kiedy jednak wreszcie to do mnie dotarło, prawie się poryczałam ze szczęścia. Kilka łez spłynęło po moich policzkach. Mama się na mnie patrzyła jak na debila, tak jak połowa ludzi z przedziału. Wyszłam na korytarz i delikatnie uchyliłam okno. Trochę się rozmarzyłam, ale jakieś drące się dzieciaki sprawiły, że wróciłam do rzeczywistości.
Przez kilka kolejnych dni, gdy leżałam na plaży, myślałam tylko o niej. Oglądając zachód słońca, marzyłam, o tym, że pewnego dnia, zabiorę ją nad morze i przytulone do siebie, będziemy spacerować brzegiem morza przy zachodzie słońca.
Taką "naszą" piosenką została Sum 41- With me.
Jutro mija miesiąc, od kiedy jesteśmy razem. A przed nami jeszcze cała przyszłość. Agata jest osobą, dzięki której jestem szczęśliwa. Dzięki niej, wiem co to prawdziwa miłość. Wiem, że większość pomyśli, że my jesteśmy razem dla lansu. Ale my naprawdę się kochamy. Bez niej jestem niczym. Kiedy upadam, ona mnie podnosi. Jest moim natchnieniem, wsparciem, nadzieją, moim życiem... Po prostu wszystkim. Kocham ją nad życie i niech cały ten pierdolony świat o tym wie.

poniedziałek, 29 lipca 2013

XIII. "Take my heart As you're leaving I don't need it anymore"

 Aga wraca i na wejściu wszystko jebie :D ._.
Jeśli ktoś będzie chciał mnie zabić, to droga wolna ._.
Z dedykacją dla Anonimka od spaghetti <3 Zabijesz mnie, prawda? ;-; I tak Cię kocham <3 bardzo :3
Nie wiem kiedy się pojawi kolejny rozdział... To był taki chwilowy napływ weny D:
______________________________

Frank
W wakacje pojechałem z mamą do babci na wieś. Pewnego dnia, babcia wyciągnęła mnie na spacer do swojej przyjaciółki, na kawę i ploteczki. Nie byłem tym zbytnio zadowolony, ale nie miałem wyjścia.
Kilka minut po tym jak weszliśmy, sąsiadka babci, która nazywała się Katherine, powiedziała, że za nie długo powinna przyjechać jej wnuczka. Zdążyliśmy wypić po filiżance kawy, gdy usłyszeliśmy skrzypienie drzwi.
-Babciu, już jestem! -dobiegło z korytarza
Po chwili w salonie pojawiła się chuda, niska dziewczyna o rudych włosach. Podeszła do Katherine i uścisnęły się.
-To jest moja przyjaciółka do ploteczek, Helena- wskazała sąsiadka na moją babcię -A to jej wnuczek Frank
-Jestem Hayley- uścisnęła dłoń mojej babci, a potem z uśmiechem moją
-Jesteście z Frankiem w tym samym wieku- poinformowała Katherine- I nawet z tego samego miasta
-Naprawdę? -zdziwiła się Hayley
-Tak, tak -potwierdziła moja babcia- Frank słoneczko, zrobiłbyś nam jeszcze trochę kawy?
-Nie ma problemu- odparłem
-Pomogę ci- zaproponowała Hayley z szerokim uśmiechem
Będąc w kuchni na początku zbytnio nie rozmawialiśmy, dopiero po chwili ciszy zapytałem:
-Jakich zespołów słuchasz?
-Długo by wymieniać... Bullet For My Valentine, jak widzisz- pokazała na koszulkę- Do tego kocham Green Day i 30 Seconds To Mars... A ty?
-Tak jak ty, kocham Green Day- uśmiechnąłem się- A tak po za tym, to Rammstein, System Of A Down, Sum 41...
Kilka dni później byliśmy już naprawdę dobrymi przyjaciółmi... O ile nie kimś więcej...


Gerard
Byliśmy razem całą drugą klasę i trzecią. Jednak przerażał nas zbliżający się koniec szkoły. Wiedzieliśmy bowiem, że ciężko będzie nam się spotykać. Frank chciał iść na medycynę, a ja na psychologię. W naszym chujowym mieście nie było jednak żadnej szkoły związanej z psychologią. Musiałem po prostu wyjechać. Frank natomiast... Mój skarb nie mógł ze mną jechać. Jego mama znalazła mu szkołę 5 kroków od ich domu.
Po zakończeniu roku,  Frank odprowadzał mnie do domu. Powiedziałem mu, że w wakacje jeszcze będę w domu, dopiero końcem sierpnia wyjadę.
Stojąc pod domem (Frank nie chciał wchodzić, powiedział, że nie ma zbytnio czasu) panowała bardzo denerwująca cisza.
-Gerard...
-Hm..?
-Bo... ja tak sobie myślałem...-zaczął- Ty będziesz w innym mieście, oddalonym o miliony kilometrów... nie będziemy się widywać.. I po prostu uznałem, że ten związek nie ma sensu...
Spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
-Gee, ja odchodzę
-A odejdź sobie! -machnąłem na niego ręką
Czemu nie ma sensu?! Skoro się kochamy, to chyba uda nam się przetrwać, nawet jeśli będziemy oddaleni od siebie o 93634825485639 kilometrów!
Chłopak odwrócił się i poszedł. Nie mógł odejść. Na pewno tego nie zrobił. Jutro zadzwoni i powie, że się pomylił. Prawda...?

* * *
Już następnego dnia, dotarło do mnie, że to na pewno koniec. On nie wróci. 
Leżałem na łóżku i płakałem. Tak, przyznaję się. PŁAKAŁEM. Straciłem osobę, którą kochałem nad życie. Wtuliłem głowę w poduszkę. Od tego ciągłego płaczu brakowało mi już tlenu. Chciałem wyrwać sobie serce, bo w końcu i tak go nie potrzebuję. Spojrzałem na wolne miejsce na moim łóżku. Frankie zawsze leżał właśnie na tym miejscu. Leżeliśmy wtuleni w siebie... I tak miało być na zawsze. Boże, jak ja go teraz potrzebuję. Mój płacz jeszcze bardziej się nasilił. Każda rzecz w tym jebanym pokoju przypominała mi o nim. Miałem ochotę to wszystko zniszczyć, spalić. Wstałem z łóżka i zachwiałem się, jednak udało mi się nie przewrócić. Wziąłem do ręki szklankę z wodą. Upiłem łyk, a kiedy poczułem kolejną falę łez i wspomnień, rzuciłem nią o ścianę. Szklanka z głośnym hukiem rozbiła się na miliony kawałków, dokładnie tak jak moje życie. Usłyszałem głos mamy:
-Gerd, wszystko w porządku?!
-Tak, wszystko zajebiście!- krzyknąłem i rozpłakałem się jeszcze bardziej
Boże, co się ze mną dzieje?! Wziąłem telefon i zadzwoniłem do Franka. Nie odbierał. Włączyła się poczta głosowa.
-Frank... Ja... Nie wiem czy zrobiłem coś nie tak, jeśli tak, to cię przepraszam! Nie mogę bez ciebie żyć! Żałuj, że nie widzisz, jak bardzo cię teraz potrzebuję... Frank, proszę- wybuchnąłem głośnym płaczem- Bez ciebie nawet ciężko mi się oddycha! Weź sobie moje serce, skoro odchodzisz, już go nie potrzebuje...-rzuciłem gdzieś telefonem i osunąłem się na kolana
Wstałem i podszedłem do półki, na której stały zdjęcia z Frankiem. Popatrzyłem na każde, a potem wszystkie zrzuciłem. 
-Gerd, na pewno wszystko w porządku? -znowu usłyszałem głos mamy
-No kurwa mówię, że tak- próbowałem opanować płacz, co było wręcz niewykonalne

Tej nocy na moment nie zmrużyłem oka. Kolejnej również. Następnej także. Cud, że w ogóle coś jadłem. Mama cały czas się o mnie martwiła i chciała mnie zapisać do psychologa. Ale ja nie potrzebowałem psychologa. Potrzebowałem Franka.

sobota, 13 lipca 2013

One Shot. "The drug in me is you"



 Jak już wspominałam moja wena pojechała na wakacje. Udało mi się jednak zmusić ją do napisania Shota. Od razu mówię, że jest baaaaaaardzo poryty. Nie jest to porno, tak jak ostatnio, tylko... Nie okay, nawet nie wiem jak na to wpadłam ._. 
Nawet nie wiem co by tu więcej o tym gadać ._. Tak czy inaczej... Miłego czytania? Nie ważne
Z dedykacją dla Anonimka od spaghetti <3 Kocham Cię bardzo i zabijesz mnie za tego Shota bo nie ma porno ._____.
Za niedługo dobiję do 7000 wyświetleń :3 
Przed wyjazdem już sie chyba nie odezwę, więc życzę wam miłego odpoczynku od mojego bloga c:
_________________________--

Niebo zaszły ciemne, deszczowe chmury. Tego mi brakowało, żeby się rozpadało. Większość ludzi widząc nadchodzącą zmianę pogody, udała się z powrotem do domów. Ja mimo tego, że byłem ubrany w sam T-shirt z Green Day, ciemne rurki i poniszczone trampki, postanowiłem nie wracać do domu. W końcu na stacji metra czekał na mnie mój diler. Tak, jestem ćpunem. Nie, nie zamierzam z tym czegokolwiek robić. Mogę się nawet zaćpać na śmierć. I tak nikt nie zwróci na to uwagi.
Zszedłem po długich schodkach na stację metra. Rozejrzałem się i dostrzegłem mojego dobrego znajomego, dilera. Jak zwykle wyglądał tak samo. Luźne spodnie, bluza i kaptur założony na głowę.
-Jesteś wreszcie-powiedział, gdy tylko mnie zauważył
-Wybacz
Chłopak wyciągnął coś z kieszeni spodni i szybko dał mi do ręki.
-Dzisiaj trochę mniej, ale za to mocniejsze niż zwykle-szepnął
Spojrzałem na podarunek od chłopaka.
-Wiesz, że wolę sobie wstrzykiwać...- odparłem, widząc, że chłopak dał mi biały proszek
-Okay...-podał mi do ręki cztery strzykawki -Tylko nie przesadź! Jamia się o ciebie martwi
-Jasne- mruknąłem -Tak czy inaczej, dzięki- dodałem i poszedłem w swoją stronę
Diler wsiadł do nadjeżdżającego metro. Wyszedłem z powrotem po schodkach. Rozpętała się już niezła ulewa. Nie było mnie raptem 5 minut, a ulice już wyglądały jak jeziora. Nie widziałem żadnej żywej duszy. Postanowiłem przeczekać tą burzę na stacji metra. Zszedłem więc po schodkach. Usiadłem pod jakąś ścianą i rozejrzałem się. Gdy dostrzegłem, że nie było tam nikogo oprócz mnie, wyciągnąłem jedną ze strzykawek. Na ręce cały czas miałem ślady po wbijaniu igły. Nie przejąłem się tym i wstrzyknąłem sobie całą dawkę. Świat od razu wydał się lepszy. Po 15 minutach bezczynnego siedzenia, postanowiłem wrócić do domu. Na polu akurat burza trochę się uspokoiła. Zacząłem iść w kierunku domu. Po kilku minutach drogi byłem już cały mokry i koszulka lepiła się do mojego ciała, a włosy opadały na oczy. Przechodząc przez ulicę uderzyło we mnie jakieś auto i chyba straciłem przytomność, bo jak się ocknąłem, jechałem w jakimś samochodzie, które nie wyglądało na karetkę. Spojrzałem na kierowcę. Jakiś czarnowłosy chłopak.
-O, obudziłeś się -delikatnie obrócił się w moją stronę- Bałem się, że nie żyjesz- uśmiechnął się
-Że tak spytam... Kim jesteś i gdzie mnie wywozisz? -spytałem lekko podniesionym głosem
-Spokojnie. Nic ci nie zrobię. A teraz odpoczywaj-  mruknął
Moje powieki postanowiły zaryzykować i mimo tego, że jechałem w aucie z jakimś psychopatą, to stały się strasznie ciężkie, aż w końcu się przymknęły.
Kiedy się obudziłem, leżałem w łóżku u kogoś w domu. W pokoju panowała ciemność, więc wypatrzyłem tylko jakąś szafkę, okno i prawdopodobnie drzwi. Podniosłem się na łóżku i poczułem brak czegoś. Pogrzebałem po kieszeniach, w poszukiwaniu strzykawek, bo czułem, że potrzebuję kolejnej dawki. Nie było ich. Ten cały psychopata zabrał część mojego życia. Kiedy chciałem wstać, drzwi z głośnym hukiem otworzyły się, wpuszczając do środka jasne światło.
-Ah, już nie śpisz- usłyszałem
-Kim do kurwy nędzy jesteś? -spytałem
-Jestem Gerard- uśmiechnął się i przysiadł na kraju łóżka -A ty?
Spojrzałem na niego groźnie.
-Frank- odpowiedziałem po chwili- Czy mogę wrócić do domu?! Jesteś jakimś psychopatą, który mnie więzi czy co?!
-Nie, chcę ci pomóc
-Co? -zdziwiłem się, a po chwili dostrzegłem w jego ręce moje strzykawki- Oddawaj mi to!- warknąłem i chciałem się na niego rzucić
-Ej, ej, ej... Spokojnie- odparł i trochę się odsunął- W łazience czekają na ciebie suche rzeczy. Weź sobie gorący prysznic, a potem spokojnie pogadamy- cały czas szeroko uśmiechał się w moją stronę
Chwilę przyglądałem mu się, a potem wstałem z łóżka.
-No to gdzie jest ta łazienka? -spytałem, a on delikatnie popchnął mnie w stronę drzwi
Kiedy wyszliśmy na korytarz, miałem wrażenie, że jestem w jakiejś bogatej willi. Ani trochę nie przypominało to mojego domu. Czarnowłosy wskazał mi ręką jakieś drzwi.
-Proszę bardzo. Tu jest łazienka. W środku masz ciuchy i ręcznik. Jak czegoś jeszcze będziesz potrzebował to wołaj- powiedział
-Oddaj moje strzykawki- mruknąłem
-Porozmawiamy o tym
Wszedłem do łazienki i od razu zamknąłem drzwi na klucz. Nic gorszego nie mogło mnie spotkać. Porwał mnie jakiś psychopata, zabrał moje strzykawki, a do tego nie mam pojęcia gdzie jestem. Świat jest piękny.
Na szafce leżały jakieś ciuchy i ręcznik. Dobra, będę udawał grzecznego, żeby stąd jak najszybciej spierdolić. Ściągnąłem lepiące się do mnie rzeczy i wszedłem pod prysznic. Gorąca woda chociaż trochę mnie odprężyła.
Koszulka, którą dał mi Gerard była z Iron Maiden, a do tego dał mi jakieś rurki, które mi właściwie cały czas spadały. Spojrzałem do lustra i o mało co nie zemdlałem. Lekkie zadrapanie na policzku, guz na czole, wory pod oczami... Ta, co jak co, ale jestem piękny.
Ledwo co wyszedłem z łazienki, a przede mną już pojawił się czarnowłosy psychopata. Wziął ode mnie moje mokre rzeczy i położył je na kaloryfer. Moje ciało domagało się kolejnej dawki heroiny.
-Proszę, daj mi strzykawkę -poprosiłem
Chłopak chwycił moją rękę i przejechał ręką po śladach.
-Co ty ze sobą robisz? -spytał niezadowolony
-Nic co by cię mogło zainteresować- warknąłem i zabrałem rękę
-Po co ty to robisz?
-Nie twoja sprawa- odwróciłem się i wróciłem do pokoju w którym się obudziłem, mając nadzieję, że znajdę tam moje strzykawki .
Przeszukałem każdą szafkę, ale nie znalazłem nic. Najśmieszniejsze jest to, że nie mam przy sobie telefonu. Chyba poproszę tego psychopatę o kartkę i zacznę spisywać testament. Nie widząc nic do roboty, położyłem się na łóżku. Po chwili Gerard przysiadł obok.
-Chcę ci pomóc- uśmiechnął się, a na jego policzkach pojawiły się słodkie dołeczki
-Pomóc? Mi? -zdziwiłem się- Lekarze cię przy porodzie upuścili?
Wstał z łóżka i wyszedł z pokoju.
Za cholerę nie pamiętam co się potem działo. Wiem tylko, że zasnąłem i śnił mi się ten psychopata. Tyle, że nie był takim psychopatą, za jakiego go brałem. Właściwie, to w tym śnie był całkiem miły. Może powinienem skorzystać z jego pomocy? Nie, ja wcale nie potrzebuje pomocy. Chcę już się wydostać z tego pieprzonego domu i zapomnieć o tej całej sytuacji.

Następnego dnia, czarnowłosy cały czas starał mi się jakoś pomóc, jednak ja nie wykazywałem chęci. Cały czas mu powtarzałem, żeby się odwalił i dał mi odejść, ale on tak jakby tego nie słyszał.
Czwartego dnia tej męki, obudziłem się bo poczułem jak coś mnie głaszcze po policzku. Otworzyłem oczy i dostrzegłem czarnowłosego, który gładził dłonią mój policzek.
-Nie dotykaj mnie!- warknąłem
Chłopak zabrał rękę i westchnął. Wstał z łóżka i zatrzymał się przy drzwiach.
-Chciałem ci pomóc, ale nie przyjmowałeś mojej pomocy. Rozumiem to. Nie będę cię już dłużej męczył. Właściwie dziwi mnie, że po prostu nie wziąłeś kluczy spod wycieraczki i nie uciekłeś. Ja idę wziąć prysznic. Jak jednak zmienisz zdanie, to z chęcią ci pomogę. A jeśli nie... To miło było cię poznać Frank. Trzymaj się jakoś.
Wyszedł z pokoju, a ja szybko rzuciłem się za nim.
-Ty pieprzony gnoju! Teraz mi mówisz, że klucze były pod wycieraczką?! -krzyknąłem za nim
Chłopak zamknął drzwi od łazienki, nie zwracając na mnie uwagi.
-Ale Gerard... Wiesz dlaczego nie uciekłem? Bo... Bo się w tobie zakochałem. Ale teraz każesz mi spierdalać, więc...
Drzwi od łazienki otworzyły się i pojawił się w nich wyjątkowo zaskoczony czarnowłosy.
-Zakochałeś się? We mnie? -spytał zdziwiony
-Tak- odparłem i się zaśmiałem. To było głupie
-A myślisz, że dlaczego cię tu sprowadziłem i chciałem ci pomóc? Bo kiedy tylko potrąciłem cię autem coś mnie ukuło w sercu, a mózg podpowiedział mi, że mam cię zabrać. A oczy znowu mówiły, że jesteś piękny.
-Gee... -zacząłem- Może po prostu mnie pocałuj?
Gerard uśmiechnął się, ujął moją twarz w dłonie i delikatnie musnął moje usta. Taki pocałunek mi nie wystarczył, więc wpiłem się w jego usta.

Dzięki Gerardowi rzuciłem nałóg. Teraz heroina nie jest całym moim życiem. Moim życiem jest Gerard.Gee stał się moim narkotykiem. Już na zawsze.

czwartek, 11 lipca 2013

XII. "You’re the only one I’d be with till the end"

 Poddaję się ._.
Moja wena poszła sobie na wakacje, tak samo jak mózg. Chwila... Ja nigdy nie miałam mózgu ._.
Rozdział znowu jest krótki, ale do tego chyba już się przyzwyczailiście. 
Teraz bardzo, ale to bardzo zła wiadomość............................ Nie wiem kiedy dodam kolejny rozdział ._. Jeśli nie dodam go w niedziele, to pewnie nic się tu nie pojawi, przez około 10 dni... No wiecie, wakacje, morze na mnie czeka itp... xd Odpoczynek od tego opowiadania chyba dobrze mi zrobi. Dobrze mi zrobi.. :3 If you know what I mean :3 Nie to było głupie ._. Aż mnie korci, żeby tu napisać coś jeszcze ale się powstrzymam ._.
Zapewne nikt tego nie czyta, ale okay ._. 
Rozdział chciałam zadedykować Anonimkowi od spaghetti <3 Kocham Cię <3 Nawet nie wiesz jak bardzo :*
A, co do pytania ile jeszcze będzie rozdziałów... Dosyć sporo :3 Znacie mnie i wiecie że coś wymyślę :3 
Dobra, to tyle c: 
Miłych wakacji c:
____________________________________

Frank

W sobotę obudziła mnie kłótnia Steva i mojej mamy. Nałożyłem sobie poduszkę na głowę, żeby nie słyszeć tych wrzasków, jednak nic to nie dało. Leniwie wstałem i udałem się do kuchni. trudno było powiedzieć, o co dokładnie się kłócą, bo raz gadali o mnie, potem o pracy, potem o alkoholu. Nie zwracając na nich uwagi zrobiłem sobie kawę i wróciłem do pokoju. Spojrzałem na telefon i dostrzegłem jakąś wiadomość. Jak się okazało, od Gee.
Witaj moja kochana Franczesko :* Mam nadzieję, że Cię nie obudziłem... Mógłbyś dzisiaj do mnie przyjść? Przedstawiłbym Cię rodzicom :)
Twój Romeo :*
Uśmiechnąłem się i szybko odpisałem, że z chęcią przyjdę. Umówiliśmy się, że Gee przyjdzie po mnie koło 15 i razem pójdziemy do jego domu.
Kilka minut przed 15 siedziałem w przedpokoju, z niecierpliwością wyczekując Gerarda.
-Na co tak czekasz? -spytał Steve
-Na kolegę
-Przynieś ojcu piwo, a nie siedź w przedpokoju jak pierdolnięty
-Już ci mówiłem, że nie jesteś moim ojcem!- warknąłem i wyszedłem przed dom
Po kilku minutach dostrzegłem Gee, więc podbiegłem do niego i rzuciłem mu się w ramiona.
-Hej skarbie- przywitał mnie całusem w policzek  -Pięknie wyglądasz
-Ty też -uśmiechnąłem się

Weszliśmy do domu Gee i zobaczyłem, że cała rodzinka siedzi zgromadzona w salonie. Chwycił mnie za rękę i zaprowadził do salonu.
-Mamo, tato, idiotyczny bracie... Chciałem wam powiedzieć, że Frank jest moim chłopakiem -uśmiechnął się
-Gee, naprawdę? -spytała jego mama, a on kiwnął głową- No to mnie zaskoczyliście... Ale cieszę się- uścisnęła nas- Frank, wydajesz się być naprawdę cudownym chłopakiem
-No bo jest- mruknął Gee

Posiedzieliśmy jeszcze trochę w domu czarnowłosego, a potem chłopak wyciągnął mnie na jakiś spacer.
-W parku teraz jest jakiś poryty konkurs. Każdy może wejść na scenę i coś zaśpiewać. Chodź, ponabijamy się- uśmiechnął się
Faktycznie, przez większość czasu się nabijaliśmy. W pewnym momencie Gee, powiedział, że musi coś szybko załatwić i zniknął mi z oczu. Po paru minutach, zobaczyłem go na scenie. Nie wiedziałem czy mam się śmiać, czy płakać.
-Tą piosenkę, chciałbym zadedykować osobie, którą kocham najbardziej na świecie. Frankie, jesteś dla mnie wszystkim- usłyszałem i łzy wzruszenia napłynęły mi do oczu
Po chwili chłopak zaczął śpiewać: 
 When the lights go out
Will you take me with you?
And carry all this broken bone
Through six years down in crowded rooms
And highways I call home
Is something I can't know till now
Til you pick me off the ground
With brick in hand, your lip gloss smile
Your scraped-up knees and
If you stay
I would even wait all night
Or until my heart explodes
How long?
Until we find our way
In the dark and out of harm
You can runaway with me
Anytime you want

Kiedy zszedł ze sceny od razu podszedł do mnie.
-To było piękne- odezwałem się i mocno do niego przytuliłem
-Tak jak ty- dodał
Posiedzieliśmy jeszcze trochę w parku, pogadaliśmy o wszystkim i o niczym. I tak mijały miesiące. Z nim u mego boku.