Ok, a oto pierwszy rozdział, nowego Frerardowego opowidania "I brought you my bullets, you brought me your love" (żaden lepszy tytuł nie przyszedł mi do głowy .__.) Mam nadzieję, że się spodoba ;D Bardzo proszę, o komentarze z waszym zdaniem :3
No to chyba tyle xd :D
___________________________
Frank
Siedziałem w pokoju na parapecie i patrzyłem na krople
deszczu spływające powoli po szybie. Z dołu było słychać jakieś wrzaski. Pewnie
mama znowu kłóciła się z moim zapijaczonym ojczymem. Ojciec zostawił moją mamę,
kiedy dowiedział się, że jest w ciąży. Kiedy miałem 6 lat, poznała Steva i od
tamtego czasu pełni rolę mojego ojca. Nienawidzimy się. Gdy tylko mamy nie było
w domu, to bił mnie, kaleczył, poniżał i tak dalej. Wiele razy mówiłem jej o
tym, ale ona uważała, że kłamie. A właśnie, moja mama... Linda, jest naprawdę
cudowną, piękną i troskliwą kobietą. Jest dla mnie wszystkim.
-Frank kochanie, schodź już bo spóźnisz się do
szkoły!-usłyszałem jej głos
Zazwyczaj nie przeszkadzało mi chodzenie do szkoły, ale
teraz wolałem siedzieć w domu. W wakacje przeprowadziliśmy się na jakieś
zadupie i musiałem zmienić szkołę. I to akurat teraz, kiedy idę do 2 klasy
liceum.Wszyscy będą się znali, a ja zostanę sam.
Leniwie zszedłem z parapetu i zbiegłem po schodach.
-Pięknie wyglądasz-uśmiechnęła się Linda
-Jak pedał-wtrącił Steve, a mama skarciła go wzrokiem
Zobaczyłem talerz z kilkoma kanapkami, więc zabrałem jedną i
ruszyłem w stronę drzwi.
-Pa mamo-pożegnałem się
-Powodzenia!-krzyknęła na koniec
* * *
Szkoła w porównaniu z moją poprzednią, była ogromna. Idąc
korytarzem wyczuwałem na sobie zaciekawione spojrzenia prawie wszystkich uczniów. Nie
przejąłem się tym i założyłem słuchawki. Spojrzałem na plan zajęć. Pierwsze
biologia w sali 105. Zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu klasy i nagle na kogoś wpadłem.
-Jak chodzisz debilu?!-usłyszałem
-Ja normalnie, nie to co ty cwelu-odpowiedziałem
Spojrzałem na osobę potrąconą. Chłopak, trochę wyższy ode
mnie, który miał dosyć długie czarne włosy i oczy bliżej nie określonego
koloru, ale widać było, że są przepełnione wściekłością.
-Coś ty powiedział?!-spytał
-To co usłyszałeś-odparłem
Popchnął mnie, a po chwili ja zrobiłem dokładnie to samo.
Chciał mi przywalić, ale między nami stanął jakiś staruszek, zapewne dyrektor.
-Do gabinetu-odezwał się
Czarnowłosy posłał mi jeszcze jedno złowrogie spojrzenie, a
potem poszliśmy za dyrektorem. Siedzieliśmy pod gabinetem z dala od siebie, a
on w tym czasie dzwonił do naszych rodziców. Będę miał przerąbane, bo mama jest
w pracy i pewnie odbierze Steve. Oczywiście będzie schlany w cztery dupy.
-Gerard, Frank! Chodźcie tu!-usłyszeliśmy z gabinetu i
posłusznie weszliśmy do środka
Usiedliśmy przed biurkiem i czekaliśmy aż staruszek zacznie
coś gadać.
-Jest pierwszy dzień, a wy już musicie broić?-westchnął-Nie
wiem o co poszło, ale mam nadzieję, że rozwiążecie ten konflikt. Gerard, jako
dobry kolega, powinieneś pomóc Frankowi się odnaleźć w nowej szkole.
Czarnowłosy wybuchnął śmiechem.
-Gerard!-dyrektor skarcił go wzrokiem-Ja nie żartuję! A po za tym, dobrze wiesz, że nie lubię konfliktów
w mojej szkole
-Oczywiście-chłopak przewrócił oczami
-No... to przeproście się i podajcie sobie ręce na
zgodę-uśmiechnął się
Spojrzałem ze zdziwieniem na chłopaka. Niechętnie podał mi
dłoń.
-Przepraszam-powiedział pod nosem
-Ta, ja też przepraszam-odparłem
-I żeby mi więcej takich przepychanek nie było! Teraz
możecie iść-uśmiechnął się struszek
Wyszliśmy z gabinetu, akurat wtedy kiedy zadzwonił dzwonek na lekcję. Okazało się, że ja i czarnowłosy cwel, chodzimy do tej samej klasy. W sali usiadłem gdzieś z tyłu, z chłopakiem z afro. Chyba się nazywał Ray... Rozejrzałem się po klasie i zobaczyłem, że ten cwel siedzi z jakąś czarnowłosą dziewczyną. Chyba byli parą, bo dziewczyna co jakiś czas się do niego kleiła. Jak ktoś może z nim wytrzymywać dłużej niż 5 sekund?
* * *
Jak najciszej wślizgnąłem się do domu. Powiesiłem kurtkę na
wieszaku, ściągnąłem buty i ruszyłem w stronę schodów.
-Frank!-usłyszałem zachrypnięty głos Steva-Ładnie to się tak
bić w szkole? I to pierwszego dnia
Zignorowałem go i chciałem wejść na górę, ale chwycił mnie
za rękę.
-Nie ignoruj mnie! I przynieś ojcu piwo z lodówki
-Nie jesteś moim ojcem!-krzyknąłem i wyplątałem się z jego
uścisku
Szybko wszedłem do pokoju i zamknąłem się od środka.
Spojrzałem do lustra, żeby zobaczyć jak wyglądają moje czarne, opadające na
oczy włosy po spotkaniu z deszczem. Położyłem się na łóżku i założyłem
słuchawki, żeby nie słyszeć wrzasków ojczyma.
Po godzinie, delikatnie uchyliłem drzwi i usłyszałem głośne chrapanie. Szybko zszedłem po schodach i poszedłem zrobić sobie kawę, z nadzieją, że nie obudzę tego pieprzonego pijaka. Zabrałem kubek z czarną cieczą i wbiegłem z powrotem na górę. Kiedy wypiłem cały napój, wziąłem do ręki swoją ukochaną gitarę Pansy. Mama kupiła mi ją kiedy miałem 14 lat i od razu ją pokochałem. Grałem na niej zawsze, gdy miałem beznadziejny humor. Oczywiście Steva to denerwowało, bo robiłem za dużo hałasu. Mam dość takiego życia.
oo.. pierwszy rozdział.. jak miło.. xD
OdpowiedzUsuńpodoba mi się. naprawdę zapowiada się ciekawie. zważywszy na to że Gee ma dziewczynę. ;D
życzę ci dużo weny i czekam na kolejny rozdział. :3
zaczyna się świetnie :D czekamy na dalszy ciąg <3
OdpowiedzUsuń