czwartek, 23 maja 2013

I. "I'm no angel, I'm not forsaken But I can bleed"



 Ok, a oto pierwszy rozdział, nowego Frerardowego opowidania "I brought you my bullets, you brought me your love" (żaden lepszy tytuł nie przyszedł mi do głowy .__.) Mam nadzieję, że się spodoba ;D Bardzo proszę, o komentarze z waszym zdaniem :3
No to chyba tyle xd :D
___________________________

Frank

Siedziałem w pokoju na parapecie i patrzyłem na krople deszczu spływające powoli po szybie. Z dołu było słychać jakieś wrzaski. Pewnie mama znowu kłóciła się z moim zapijaczonym ojczymem. Ojciec zostawił moją mamę, kiedy dowiedział się, że jest w ciąży. Kiedy miałem 6 lat, poznała Steva i od tamtego czasu pełni rolę mojego ojca. Nienawidzimy się. Gdy tylko mamy nie było w domu, to bił mnie, kaleczył, poniżał i tak dalej. Wiele razy mówiłem jej o tym, ale ona uważała, że kłamie. A właśnie, moja mama... Linda, jest naprawdę cudowną, piękną i troskliwą kobietą. Jest dla mnie wszystkim.
-Frank kochanie, schodź już bo spóźnisz się do szkoły!-usłyszałem jej głos
Zazwyczaj nie przeszkadzało mi chodzenie do szkoły, ale teraz wolałem siedzieć w domu. W wakacje przeprowadziliśmy się na jakieś zadupie i musiałem zmienić szkołę. I to akurat teraz, kiedy idę do 2 klasy liceum.Wszyscy będą się znali, a ja zostanę sam.
Leniwie zszedłem z parapetu i zbiegłem po schodach.
-Pięknie wyglądasz-uśmiechnęła się Linda
-Jak pedał-wtrącił Steve, a mama skarciła go wzrokiem
Zobaczyłem talerz z kilkoma kanapkami, więc zabrałem jedną i ruszyłem w stronę drzwi.
-Pa mamo-pożegnałem się
-Powodzenia!-krzyknęła na koniec

* * *
Szkoła w porównaniu z moją poprzednią, była ogromna. Idąc korytarzem wyczuwałem na sobie zaciekawione spojrzenia prawie wszystkich uczniów. Nie przejąłem się tym i założyłem słuchawki. Spojrzałem na plan zajęć. Pierwsze biologia w sali 105. Zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu klasy i nagle na kogoś wpadłem.
-Jak chodzisz debilu?!-usłyszałem
-Ja normalnie, nie to co ty cwelu-odpowiedziałem
Spojrzałem na osobę potrąconą. Chłopak, trochę wyższy ode mnie, który miał dosyć długie czarne włosy i oczy bliżej nie określonego koloru, ale widać było, że są przepełnione wściekłością.
-Coś ty powiedział?!-spytał
-To co usłyszałeś-odparłem
Popchnął mnie, a po chwili ja zrobiłem dokładnie to samo. Chciał mi przywalić, ale między nami stanął jakiś staruszek, zapewne dyrektor.
-Do gabinetu-odezwał się
Czarnowłosy posłał mi jeszcze jedno złowrogie spojrzenie, a potem poszliśmy za dyrektorem. Siedzieliśmy pod gabinetem z dala od siebie, a on w tym czasie dzwonił do naszych rodziców. Będę miał przerąbane, bo mama jest w pracy i pewnie odbierze Steve. Oczywiście będzie schlany w cztery dupy.
-Gerard, Frank! Chodźcie tu!-usłyszeliśmy z gabinetu i posłusznie weszliśmy do środka
Usiedliśmy przed biurkiem i czekaliśmy aż staruszek zacznie coś gadać.
-Jest pierwszy dzień, a wy już musicie broić?-westchnął-Nie wiem o co poszło, ale mam nadzieję, że rozwiążecie ten konflikt. Gerard, jako dobry kolega, powinieneś pomóc Frankowi się odnaleźć w nowej szkole.
Czarnowłosy wybuchnął śmiechem.
-Gerard!-dyrektor skarcił go wzrokiem-Ja nie żartuję! A  po za tym, dobrze wiesz, że nie lubię konfliktów w mojej szkole
-Oczywiście-chłopak przewrócił oczami
-No... to przeproście się i podajcie sobie ręce na zgodę-uśmiechnął się
Spojrzałem ze zdziwieniem na chłopaka. Niechętnie podał mi dłoń.
-Przepraszam-powiedział pod nosem
-Ta, ja też przepraszam-odparłem
-I żeby mi więcej takich przepychanek nie było! Teraz możecie iść-uśmiechnął się struszek
Wyszliśmy z gabinetu, akurat wtedy kiedy zadzwonił dzwonek na lekcję. Okazało się, że ja i  czarnowłosy cwel, chodzimy do tej samej klasy. W sali usiadłem gdzieś z tyłu, z chłopakiem z afro. Chyba się nazywał Ray... Rozejrzałem się po klasie i zobaczyłem, że ten cwel siedzi z jakąś czarnowłosą dziewczyną. Chyba byli parą, bo dziewczyna co jakiś czas się do niego kleiła. Jak ktoś może z nim wytrzymywać dłużej niż 5 sekund?

* * *
Jak najciszej wślizgnąłem się do domu. Powiesiłem kurtkę na wieszaku, ściągnąłem buty i ruszyłem w stronę schodów.
-Frank!-usłyszałem zachrypnięty głos Steva-Ładnie to się tak bić w szkole? I to pierwszego dnia
Zignorowałem go i chciałem wejść na górę, ale chwycił mnie za rękę.
-Nie ignoruj mnie! I przynieś ojcu piwo z lodówki
-Nie jesteś moim ojcem!-krzyknąłem i wyplątałem się z jego uścisku
Szybko wszedłem do pokoju i zamknąłem się od środka. Spojrzałem do lustra, żeby zobaczyć jak wyglądają moje czarne, opadające na oczy włosy po spotkaniu z deszczem. Położyłem się na łóżku i założyłem słuchawki, żeby nie słyszeć wrzasków ojczyma. 
Po godzinie, delikatnie uchyliłem drzwi i usłyszałem głośne chrapanie. Szybko zszedłem po schodach i poszedłem zrobić sobie kawę, z nadzieją, że nie obudzę tego pieprzonego pijaka. Zabrałem kubek z czarną cieczą i wbiegłem z powrotem na górę. Kiedy wypiłem cały napój, wziąłem do ręki swoją ukochaną gitarę Pansy. Mama kupiła mi ją kiedy miałem 14 lat i od razu ją pokochałem. Grałem na niej zawsze, gdy miałem beznadziejny humor. Oczywiście Steva to denerwowało, bo robiłem za dużo hałasu. Mam dość takiego życia. 

2 komentarze:

  1. oo.. pierwszy rozdział.. jak miło.. xD
    podoba mi się. naprawdę zapowiada się ciekawie. zważywszy na to że Gee ma dziewczynę. ;D
    życzę ci dużo weny i czekam na kolejny rozdział. :3

    OdpowiedzUsuń
  2. zaczyna się świetnie :D czekamy na dalszy ciąg <3

    OdpowiedzUsuń